piątek, 21 grudnia 2012

poniedziałek, 17 grudnia 2012

KONIEC ROKU

Hollenderska wytwórnia Pseudonym wydała niedawno zestaw klasycznych rockowych płyt grup z Niderlandów. Tak więc ukazały się -  dla przykładu - dwie płyty Q65, jedyne dokonanie Cargo, ostatni album zespołu After Tea 'Joint House Blues', debiut Outsiders oraz kilka innych tytułów należących do kanonu muzyki rockowej.
Niestety, takie jest przynajmniej moje zdanie, większość z tych wydawnictw jest mocno przedobrzona.

Pierwszy z brzegu przykład - Cargo, album wydano jako podwójny CD z całą masą nagrań dodatkowych - przy czym na początku umieszczono wczesne nagrania demo jeszcze pod szyldem September, natomiast na sam koniec cztery długie kompozycje z katalogowej płyty. Nie od dzisiaj wiadomo, że jestem wrogiem tego typu pomysłów. Wytwórnie chcą uszczęśliwiać fanów na siłę i w rezultacie podstawowy album zostaje zepchnięty na margines, to co w tym zestawie powinno być najbardziej istotne, zostaje sprowadzone do roli podrzędnej. Przypomina to kompilację, mimo, że przecież okładka zgadza się z tą znaną z płyty długogrającej.

W podobny sposób potraktowano album grupy Cosmic Dealer oraz kilka innych tytułów.

Jak dla mnie to ogromna wada. Wolałbym - chociaż może jestem w tych pragnieniach odosobniony - aby Pseudonym wydał wszystkie te wspaniałe i jakże ważne płyty w takiej formie, w jakiej ukazały się pierwotnie, ewentualnie z trzema lub czterema nagraniami dodatkowymi. Nie cierpię tego upychania muzyki po same brzegi, po to tylko, aby pomieścić jak najwięcej na jednym wydawnictwie. Jeśli aż tak bardzo zależy wytwórni na zaprezentowaniu tych interesujących rarytasów, być może powinni opublikować te utwory jako osobne wydawnictwo. Niezbyt to dogodne pod względem ekonomicznym i finansowym, ale na pewno bardziej przemyślane, estetyczne. Mam na tym punkcie lekką szajbę.
Dziwi mnie to podejście, bo przecież w tych wytwórniach pracują ludzie, którzy chyba oddychają starym rockiem, więc powinni mieć wyrobiony pogląd, jaką formę posiada dawny album, w czym tkwi uroda klasycznych analogowych płyt.

Ktoś powie, że biadolę. Być może, ale - dla przykładu - niemiecka wytwórnia Repertoire Records kilka lat temu wydała obie płyty grupy Cressida na pojedynczych kompaktach bez bonusów, a nie tak dawno brytyjskie wydawnictwo Esoteric Recordings opublikowało na osobnym CD pod tytułem 'Trapped In Time - The Lost Tapes' wersje demo kompozycji znanych z płyt studyjnych tego zapomnianego kwintetu, czyli jednak można. Według mnie jest to świetne uzupełnienie dla podstawowej dyskografii. Dlatego pozostaje mi liczyć na to, że może i wspomniane powyżej formacje doczekają się należytych edycji swoich dokonań.

Żeby jednak wyłącznie nie narzekać, muszę dodać, że w temacie starego rocka ciągle dzieje się wiele interesujących rzeczy.
Na pojedynczych kompaktach ukazały się dwie płyty Gnidrolog oraz oba albumy Ache. Skromne to dyskografie, ale sam fakt, że niestrudzony Esoteric Recordings wznawia te tytuły, cieszy niezmiernie. Ta sama firma uraczyła nas także długo niewznawianym, piątym albumem Chicken Shack 'Imagination Lady'.

Ponad to z całkiem już świeżych wydawnictw należy wymienić sensacyjny wręcz album z niepublikowanym materiałem grupy T2 z lat 1971-1972. Taka niespodzianka na koniec roku. Czego chcieć więcej?

Natomiast właściciel Sunbeam Records - Richard Morton Jack w tym roku rozpoczął publikowanie nowego pisma FLASHBACK, rzecz jasna dotyczącego tylko klasycznego i w znacznej mierze zapomnianego rocka. Również świetnie radzi sobie rodzimy magazyn Lizard. Tak więc nic, tylko przyklasnąć.

środa, 12 grudnia 2012

FREEDOM

NERO SU BIANCO (BLACK ON WHITE) 1969

czwartek, 15 listopada 2012

LOS BRINCOS

MUNDO DEMONIO CARNE (1970)

Nie znam zbyt wielu płyt z Hiszpanii, ale z tych, które miałem możliwość usłyszeć, ten album uważam za swój ulubiony. Była to ostatnia pozycja w niedużej dyskografii Los Brincos i stanowiła wspaniałe podsumowanie muzyki rockowej mijającej dekady, ukazując wszystko to, co wtedy było najciekawsze w muzyce popularnej, a co już wkrótce miało zniknąć nieodwracalnie.

Propozycję zespołu stanowił mariaż ambitnych popowych melodii z przebrzmiałym rockiem psychodelicznym, co mniej więcej oznacza, że na całości można było dostrzec odciśnięte wyraźne piętno typowe dla nowego rocka progresywnego.

Muzyka na ten longplay została zarejestrowana w londyńskim Wessex Sound Studios.
'Mundo Demonio Carne' ukazał się w Hiszpanii wydany przez wytwórnię Novola oraz w Niemczech, opublikowany staraniem firmy Vogue Schallplatten, gdzie nosił tytuł 'World Devil Body' i posiadał inny zestaw nagrań.
W 1997 roku płyta została wznowiona przez wydawnictwo Arcade w oryginalnej, ocenzurowanej okładce pierwotnie zaproponowanej przez zespół, jednak zawierała odmienny - od dwóch wyżej wymienionych wersji - repertuar. W dodatku tylko w tej kompaktowej edycji piosenki składające się na kompozycję tytułową posiadały odrębne tytuły.
Mój opis będzie opierał się na wersji hiszpańskiej.

Clou programu stanowił tutaj rozbudowany utwór tytułowy 'Mundo Demonio Carne' składający się z czterech krótkich piosenek tworzących całość. Grupie udało się uzyskać spójny, frapujący klimat wszystkich, pozornie nie przystających do siebie fragmentów.

Pierwszy motyw to rytmiczna, marszowa piosenka oparta na wyrazistych akordach gitary obudowanych zagrywkami organów Hammonda posiadającymi nieco jazzowy koloryt. Tekst utworu ukazywał naszą szarą codzienność, co dodatkowo wzmocniono poprzez wprowadzenie naturalistycznych efektów dźwiękowych.

Jako rodzaj interludium wpleciono krótką instrumentalną stylizację na muzykę Wschodu, ten niesamowity, złowieszczy motyw w pełnej krasie - pod tytułem 'Kama Sutra' - zamieszczono na końcu płyty.

Jako następny objawił się liryczny temat grany przez łkającą gitarę elektryczną na tle delikatnej gitary klasycznej, obrazu całości dopełniał pełen smutku temat wokalny zaśpiewany z niemal operowym zacięciem.
Bardzo szybko ten motyw przerywała ściana spreparowanych w studiu ponurych dźwięków zwiastujących kolejną część - ta natomiast została zbudowana wokół wybijającej quasi obrzędowy rytm perkusji wspieranej przez niepokojące, ostre gitarowe riffy oraz niemal histeryczny śpiew wokalisty. Aby wytworzyć wrażenie niesamowitości, jako kontrapunkt wprowadzono tutaj grupowe partie wokalne śpiewane głębokim, demonicznym tonem.

Kompozycję zamykała piosenka, w której zmysłowe, śpiewające w harmonii głosy opisywały części ludzkiego ciała. Ten leniwie płynący, rozmarzony, jednocześnie przesiąknięty tajemniczą aurą fragment wieńczyła melancholijna improwizacja fletu poprzecznego.





LP Hiszpania

1. Mundo Demonio Carne
2. Vive La Realidad
3. Hermano Ismael
4. Esa Mujer
5. Jenny La Genio
6. Emancipacion
7. Carmen
8. Butterfly
9. Kama Sutra


LP Niemcy

1. World Evil And Body
2. Emancipation
3. Where Is My Love
4. Jenny Miss Genius
5. Keep On Loving Me
6. Misery And Pain
7. Too Cheap Cheap
8. I Don't Know What To Do


CD (1997)

1. Crazy World
2. Angel Felt
3. Hell´s Door
4. Body And Soul
5. Promises And Dreams
6. Emancipation
7. Body Money Love
8. Misery And Pain
9. Where Is My Love
10. If I Were You


Tak więc każdy człon tytułu utworu miał swój odpowiednik w poszczególnych piosenkach. W wersji hiszpańskiej LP był to jedyny utwór zaśpiewany po angielsku. Reszta materiału opatrzona została słowami  napisanymi w języku ojczystym.

Kompozycja na dobrą sprawę zakreślała muzyczny krąg zaproponowany na płycie.
Ten krąg stanowiły romantyczne, w dużej mierze akustyczne ballady, takie jak ozdobiona delikatnymi zagrywkami melotronu oraz pogwizdywaniem 'Carmen' czy przepiękny 'Esa Mujer' (Where Is My Love), w którym grająca w stylu flamenco gitara obudowane zostały rzewnymi tonami skrzypiec - w finale zaś następował dramatyczny, zespołowy, podniosły temat z sekcją smyczkową w roli głównej.

Ale były to także nagrania stricte rockowe z doskonałym 'Emancipacion' na czele - tutaj klasę pokazał grający na organach Hammonda Oscar Lasprilla. Te jego pełne jazzowych naleciałości frazy były siłą napędzającą ten utwór - aż do instrumentalnej, narastającej kulminacji. Kolorytu dodawała zaś gitara elektryczna przetworzona z pomocą efektu Wah-Wah.

Nawet tak pogodne i bezpretensjonalne piosenki jak 'Vive La Realidad' (Keep On Loving Me) i 'Jenny La Genio' (Jenny Miss Genius) posiadały niezaprzeczalny urok. Pierwszy z wymienionych tytułów w mojej ocenie powstał pod wpływem piosenki 'Ob-La-Di Ob-La-Da' The Beatles, tylko tutaj w miejsce pianina mieliśmy skoczne akordy gitary akustycznej i rytmiczne klaskanie. 'Jenny La Genio' nasuwa mi z kolei skojarzenia z łagodniejszym obliczem dokonań Status Quo.

Hiszpańską wersję LP zamykała wspomniana fenomenalna, złowróżbna 'Kama Sutra'.
Ta instrumentalna kompozycja - imitująca indyjską mantrę - zagrana została z użyciem tabli, dudniącej w tle gitary basowej oraz hipnotycznej gitary elektrycznej, której pełne ruchliwości, improwizowane frazy nawiązywały do muzyki hinduskiej. Apokaliptycznego nastroju dodawały brzmienia melotronu.

Nad wyraz absorbujące dokonanie. Jest to jeden z najczęściej przeze mnie słuchanych tytułów, chociaż początkowo nic nie zwiastowało, by tak mnie miał zauroczyć. Po zakupie przesłuchałem kompakt bodajże dwa razy i chyba dopiero przy trzecim odsłuchu nastąpiła fascynacja.

Uważam, że było to jeszcze jedno epitafium dla ówczesnej muzyki rockowej.
Dodać też muszę, że wiele płyt nasuwa mi skojarzenia z porami rocku, choćby z tego względu, że odkrywałem je w danym momencie życia. Los Brincos 'Mundo Demonio Carne' kojarzy mi się z jesienią.

niedziela, 7 października 2012

FAMILY

FAMILY ENTERTAINMENT (1969)

LOCOMOTIVE

WE ARE EVERYTHING YOU SEE 1970 (1968)