środa, 5 lutego 2014

HANS POKORA

RECORD COLLECTOR DREAMS

Ponieważ ten blog znowu przeżywa zastój, aby nieco zamarkować, że jednak coś się tutaj dzieje, w kilku zdaniach opiszę popularny wśród kolekcjonerów przewodnik autorstwa Hansa Pokory.

Całość składa się z sześciu albumów. Każdy z nich autor podzielił na państwa. Nie ma tutaj opisów - nawet jednego zdania na temat tego, co płyty zawierają. Zamieszczono wyłącznie fronty oryginalnych okładek, rzadziej zaś widnieją nalepki płyt. Każdy tytuł przypisany jest do jakiegoś gatunku przynależnego muzyce rockowej. Podana jest nazwa wytwórni płytowej, która pierwotnie dany album opublikowała oraz numer katalogowy.
W końcu jest to, co stanowi najistotniejszy element tych przewodników, czyli wycena każdej płyty prezentowana przez kropki - od jednej do sześciu.





Warto zwrócić uwagę, że niektóre płyty umieszczone są tutaj w dwóch wersjach, wynika to z tego, że doczekały się innych, czasem naprawdę rzadkich - rzadszych niż wersje macierzyste - wydań w różnych częściach świata.
Przykładem 'S.F. Sorrow' The Pretty Things - zespół z Wielkiej Brytanii. Ich album został skatalogowany w tym kraju podwójnie - zarówno w wersji wyprodukowanej na Wyspach, jak i w wersji posiadającej odmienną okładkę, a wydaną w Japonii.

Niektóre LP dostały rekomendację autora, co ma oznaczać, że Hans Pokora uznał daną płytę za majstersztyk. Można tutaj oczywiście dyskutować, czy w istocie tak jest, czy rzeczywiście mamy do czynienia z jakąś muzyczną sensacją, przyjmijmy jednak, że jest to ocena subiektywna.

Poza tym autor oznacza w ten sposób przede wszystkim płyty zapomniane, bardzo rzadko zaś dokonania uznane, znane szerokiej publiczności. Oczywiście nie ma w tym nic złego - wszak chodzi, aby wreszcie te przykryte warstwą kurzu tytuły zyskały należne im miejsce w panteonie. Ale czasem odnoszę wrażenie, że Hans Pokora ma skrzywienie polegające na wynoszeniu na piedestał płyt z kompletnego podziemia - chociażby prywatne tłoczenia, kosztem płyt naprawdę wartościowych, jednak już cenionych wśród zbieraczy.

Być może jednak to tylko moje odczucia, wynikające z tego, że również jestem melomanem.





Niestety, wszystkie płyty, które przedstawił Hans Pokora są drogie lub bardzo drogie. Na przykład LP z jednym punktem oznacza cenę od 75 Euro do 100 Euro. Natomiast płyty, które zostały wycenione na sześć punktów osiągają ceny grubo ponad 1000 Euro.

Rzecz jasna ceny tych płyt uległy lub wciąż ulegają zmianom. Ceny niektórych albumów zamieszczonych w przewodnikach poszły znacznie w górę, inne na szczęście nieco zmalały. Wiadomo też, że na aukcjach internetowych wszystko w tej dziedzinie rządzi się nieco innymi prawami niż na tradycyjnych giełdach płytowych.





W każdym razie o wartości tych książek decyduje fakt, że jeśli ktoś poszukuje zapomnianych lub nieznanych rockowych płyt, tutaj ma niemal kopalnię tego typu dokonań. Jest to drogowskaz dla kolekcjonerów nie tylko płyt analogowych, ale również dla tych, którzy zbierają CD. Natomiast jeżeli ktoś liczy na to, że przewodniki Hansa Pokory wzbogacą jakoś jego wiedzę muzyczną, lepiej niech poszuka gdzie indziej.

LUV MACHINE 1971

BRIGADE

LAST LAUGH 1970

czwartek, 5 grudnia 2013

A - AUSTR

MUSICS FROM HOLYGROUND 1970

wtorek, 26 listopada 2013

wtorek, 15 października 2013

STRANGE

SOUVENIR ALBUM 1979

Tytuł mówi wszystko.

Nagrany w latach 1975-1978 materiał zawierał piosenki zarejestrowane w różnych miejscach i w różnych okolicznościach. W 1978 roku płyta została skompilowana przez lidera zespołu Davida Chamberlaina - głównego twórcę repertuaru, jaki złożył się na album - i wytłoczona w nakładzie 100 EGZEMPLARZY przez właściciela maleńkiej wytwórni Yantis Recording, prowadzącego swoje wydawnictwo we własnym domu. Egzemplarze płyty były rozdawane wśród przyjaciół zespołu. Tak więc LP stanowił rodzaj pamiątki po pewnym epizodzie z życia muzyków tworzących Strange.

Biorąc pod uwagę, że zgromadzone na 'Souvenir Album' nagrania powstały w skromnym studiu oraz podczas występów, trzeba przyznać, że wszystkie one brzmią naprawdę przyzwoicie. Ponoć jest to w dużej mierze zasługa odrestaurowania dźwięku przez wytwórnię Shadoks Music, gdyż oryginalny LP nie brzmiał tak klarownie.

Rzecz jasna, ze względu na brak porządnej produkcji, jakość niektórych fragmentów jest dość nierówna - raczej typowa dla nagrań demo. Te niedostatki zauważalne są przede wszystkim w 'Twelve Boats'. Mimo to słychać, że Strange był zespołem posiadającym duży potencjał.

Płytę w znacznej mierze wypełniły nastrojowe, liryczne ballady.
Trzeba zauważyć jedną istotną rzecz - muzyka, która się tutaj znalazła w najmniejszym stopniu nie przypomina tego, co się wówczas na rynku zadomowiło. Nie ma tutaj syntezatorów, nie ma tutaj nic z punkowej maniery, nie ma wpływów popularnego wówczas disco. Formacja zaproponowała muzykę zaaranżowaną dosyć skromnie, która równie dobrze mogłaby powstać w 1970 roku. Słowem - były to dźwięki, które pochodziły z zupełnie innego bieguna w stosunku do muzycznych tendencji panujących w roku 1979.





1. Segment From BARAPP
Somebody
The Ballad Of Hollis Spaceman
Four-Eyes

2. Segment From BARAPP

3. Segment From On Winning The War
A Faced Dream
Rick's Song

4. Segment From Mushroom Wednesday
Lies By Poetic License
Twelve Boats
The Last Song


Według mnie naprawdę wyjątkowej urody jest piosenka 'Somebody'. Niezwykle poetycka otoczka wytworzona poprzez przepiękny temat grany na fortepianie wzbogacona została przez oszczędne zagrywki gitary elektrycznej. Ten powoli płynący i pełen zadumy, kameralny utwór to dzieło światowego formatu.

Skrajnie odmienny charakter nosił 'The Ballad Of Hollis Spaceman'. Był to dynamiczny, pełen młodzieńczej werwy i pewnej nerwowości, rockowy utwór ze świetnym, długim solem przesterowanej gitary elektrycznej - częstokroć dodatkowo zniekształconej przy użyciu efektu Wah-Wah. Zaśpiewany zaś został z zacięciem przez Davida Chamberlaina.

Oparty na brzmieniu gitary akustycznej i elektrycznego pianina - zagrany bez udziału perkusji - 'Four-Eyes' ponownie wprowadzał atmosferę zadumy. Balladowy, nastrojowy 'Twelve Boats' jest jedynym nagraniem na płycie, które posiada nieco gorszą jakość dźwięku. Momentami można odnieść wrażenie, że utwór zarejestrowano przy pomocy zwykłego magnetofonu kasetowego. Ale też nie chcę popadać w przesadę - mimo niedoskonałości, wszystko słychać wyraźnie.

Zaśpiewany przede wszystkim z akompaniamentem fortepianu 'Rick's Song' wzbogacony został subtelnym tłem sekcji rytmicznej oraz - w końcowej części - oszczędnymi zagrywkami gitary elektrycznej. Podobny charakter nosiły - podniosły 'Segment From On Winning The War' oraz pobrzmiewający nutą smutku 'The Last Song'. To wszystko może sprawiać wrażenie niezbyt wyszukanego, ale według mnie te nieco aseptyczne, sterylne aranżacje doskonale pasują do tego typu kompozycji.

W delikatnym, zagranym w wolnym tempie 'Segment From Mushroom Wednesday' zespół wprowadził do aranżacji nastrojową partię trąbki, która dodawała kompozycji kolorytu. Piosnka zaaranżowana została na fortepian i gitarę akustyczną, w finale zaś pojawiały się schowane w tle dźwięki organów Hammonda.

Tak więc powstał bardzo interesujący zestaw, może nie idealny, ale bez wątpienia wartościowy. Jeśli jednak ktoś oczekuje jakiejś przemyślanej, dopracowanej w najdrobniejszych szczegółach produkcji, lepiej niech poszuka gdzie indziej. Natomiast zwolennicy starego, zapomnianego przez czas i ludzi rocka będą zachwyceni.