Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1966. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1966. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 maja 2011

YARDBIRDS

YARDBIRDS (ROGER THE ENGINEER) 1966

Kanon muzyki rockowej i jedna z ważniejszych płyt ówczesnej dekady. Pod niepozorną, humorystyczną okładką kryła się porcja świeżych pomysłów, które były kamieniem milowym w kształtowaniu się gatunku.

Przypuszczam, że każdy zwolennik muzyki popularnej w tym kraju zetknął się z nazwą tej wybitnej i cenionej grupy, chociażby ze względu na fakt, że swoje kariery rozpoczynali tam kolejno trzej gitarzyści - Eric Clapton, Jeff Beck oraz Jimmy Page. Podejrzewam jednocześnie, że niewielu miłośników rocka w Polsce zaznajomiło się z samą muzyką Yardbirds.

To się może wydać dziwne, ale był to pierwszy i zarazem ostatni album studyjny wydany przez Yardbirds w rodzinnej Wielkiej Brytanii.
Dla mnie LP 'Yardbirds' - znany także jako ' Roger The Engineer' - obok takich płyt jak ‘Revolver’ The Beatles, ‘A Quick One’ The Who czy ‘Open' Brian Auger And The Trinity, to kwintesencja muzycznego pop-artu. Muzyka, która za sprawą dźwięków jest wręcz namacalną ilustracją wszystkiego tego, co wówczas działo się w Wielkiej Brytanii. Szczególnie przywodzi na myśl okres Swingującego Londynu z całym jego kolorytem. Namiastkę tego można zobaczyć w filmie Michelangelo Antonioni 'Powiększenie'.





1. Lost Woman
2. Over Under Sideways Down
3. The Nazz Are Blue
4. I Can't Make Your Way
5. Rack My Mind
6. Farewell
7. Hot House Of Omagarashid
8. Jeff's Boogie
9. He's Always There
10. Turn Into Earth
11. What Do You Want
12. Ever Since The World Began


Skład


Keith Relf – Lead Vocals, Harmonica
Jeff Beck – Lead Guitar
Chris Dreja – Rhythm Guitar, Vocals
Paul Samwell-Smith – Bass Guitar, Vocals
Jim McCarty – Drums, Percussion, Vocals



Płyta zaskakuje dużą rozpiętością stylistyczną oraz mnogością pomysłów, niekiedy posiadającymi cechy pastiszu.

Reinterpretacja klasycznej bluesowej kompozycji 'Someone To Love Me' - autorstwa mało znanego bluesmana Snooky Pryora - przemianowana na 'Lost Woman' i ze zmienionym tekstem była doskonałą prezentacją nowego gitarzysty.
Główna część piosenki to schematyczny blues oparty na rytmicznej linii basu i skromnym podkładzie perkusji, przerywany w refrenie nagłymi wejściami reszty zespołu. Natomiast to, co w tej kompozycji zespół zaproponował od siebie, to powoli się rozwijająca instrumentalna część środkowa - wzbogacona brzmieniem harmonijki ustnej i ponownie przykuwającą uwagę mocno wyeksponowaną partią gitary basowej - muzyka stopniowo nabiera tempa i dynamiki, aż do gitarowej, hałaśliwej kulminacji, która nagle się to urywa. Można przyjąć, że właśnie takie fragmenty stanowiły zwiastun heavy-rockowej estetyki.

Następnie trawestacja 'Guitar Boogie' Chucka Berry pod tytułem 'Jeff's Boogie'. Dynamiczny, rhythm and bluesowy 'Over Under Sideways Down', przerywany był przesyconym tajemniczą aurą wokalnym tematem, który kontrastował ze skocznym charakterem piosenki, szczególnie zaś ze skandowanym refrenem.
Nie mniej porywający 'What Do You Want' ponownie był zakorzeniony w bluesie, w finale zaś ozdobiony został ostrą, rockową partią gitary. Ponad to, wyjątkowo zaśpiewany przez Jeffa Becka, blues-rockowy 'The Nazz Are Blue'. Uroczy, mający w sobie coś z beztroskiej dziecięcej piosenki 'Farewell' zaśpiewany został z prostym akompaniamentem fortepianu. W 'Turn Into Earth' kwintet nawiązał do własnego przeboju 'Still I'm Sad' wprowadzając charakterystyczne grupowe partie wokalne imitujące chorały gregoriańskie.

Pastiszowy charakter nosił zaś 'Hot House Of Omagarashid' łączący w sobie - w warstwie wokalnej - coś na wzór hinduskiej mantry z instrumentalnym, typowym dla płyty, gitarowym podkładem wspartym różnego rodzaju humorystycznymi odgłosami, które stanowiły rytm dla tej wyjątkowo nieszablonowej piosenki. Piszę to wszystko z lekkim przekąsem i zastanowieniem, gdyż tak naprawdę sam dokładnie nie wiem, jakie elementy nosi w sobie ta kompozycja.
Kolejną, tylko bardziej bezpretensjonalną piosenką był 'I Can't Make Your Way' zaśpiewany, nieco knajpianą manierą, na głosy, które momentami nosiły nieco pijacki charakter.

We wstępie, będącego swoistym ukłonem dla przebojów doby rock and rolla, 'Ever Since The World Began' grupa dla zmyłki wprowadziła złowieszczy temat wystylizowany na coś w rodzaju czarnej mszy czy innego obrzędu.

Te wszystkie piosenki zawarte na 'Roger The Engineer' mogą sprawiać wrażenie - zwłaszcza przez opisy zamieszczone tutaj - jakiegoś bezładnego chaosu, lecz według mnie, jak na 1966 rok, płyta była jak z innej bajki. W czasach kiedy rock codziennie zmieniał swoje oblicze, zespoły z czołówki prześcigały się w pomysłach, grupa Yardbirds zaproponowała materiał urzekający swobodą i luźnym potraktowaniem dotychczasowego kanonu estetycznego muzyki młodzieżowej.

Płyta długogrająca ukazała się w kilku innych państwach, przeważnie przemianowana na 'Over Under Sideways Down' i posiadała różne okładki prezentujące odmienne, kapitalne zdjęcia zespołu. Dla przykładu w Kanadzie na froncie LP widniała fotografia kwintetu w składzie z Jimmy Pagem, którego rzecz jasna nie było w formacji, gdy materiał był rejestrowany. To były czasy.

piątek, 25 lutego 2011

EYES

THE ARRIVAL OF THE EYES (1965-1967)




THE EYES

1. When The Night Falls
2. I'm Rowed Out
3. The Immediate Pleasure
4. My Degeneration
5. Man With Money
6. You're Too Much
7. Please Don't Cry
8. Good Day Sunshine
9. My Degeneration (Alternate Take)
10. Man With Money (Alternate Take)
11. When The Night Falls (Demo Version 1)
12. I'm Rowed Out (Demo Version)
13. The Immediate Pleasure (Demo Version)
14. Radio London
15. Shakin' All Over (Demo Version)
16. When The Night Falls (Demo Version 2)

THE PUPILS

1. I Wanna Be Your Man
2. Not Fade Away
3. If You Need Me
4. 19th Nervous Breakdown
5. As Tears Go By
6. (I Can't Get No) Satisfaction
7. Route 66
8. The Last Time
9. Play With Fire
10. Get Off Of My Cloud
11. Little Red Rooster
12. It's All Over Now


Grupa The Eyes jest klinicznym przykładem, jak można bez skrupułów i łapczywie korzystać z cudzych patentów brzmieniowych i melodycznych, a jednocześnie tworzyć muzykę porywającą, której słucha się naprawdę dobrze. Uczciwie trzeba powiedzieć, że zespół nie wysilał się, aby stworzyć coś własnego, oryginalnego. Autorskie kompozycje były kalkami dokonań popularnych w tym czasie wykonawców. Bez wątpienia The Eyes najwięcej zawdzięczali The Who i The Rolling Stones. Rzecz jasna, na nic nie zdały się te wzorce ponieważ albo wytwórnia nie umiała grupy wypromować, albo publiczność wyczuła fałszerstwo i zespół przepadł na rynku.

Piszę to wszystko niby cynicznie, ale tak po prawdzie to bardzo mi się ta muzyka podoba.

Taki 'When The Night Falls' to porywający utwór zainspirowany przez 'Anyway Anyhow Anywhere' grupy The Who - szczególnie zaś dysonansowe interludium z tej kompozycji zdominowane przez różnego rodzaju sprzężenia oraz przesterowane dźwięki gitary. The Eyes dodatkowo ozdobili nagranie brzmieniem harmonijki ustnej.

'I'm Rowed Out' to niemal wierna kopia 'I Can't Explain' tylko może nieco cięższa. Natomiast 'The Immediate Pleasure' czerpał z tradycji takich nagrań jak 'A Legal Matter' czy 'The Kids Are Alright'. Z kolei w 'My Degeneration' nawiązania są oczywiste i nawet pod koniec wokalista jąka się tak, jak to robił Roger Daltrey w ponadczasowym 'My Generation'.

Kwintet nagrał także, wykonywaną również przez The Who, piosenkę z repertuaru The Everly Brothers 'Man With Money'. Wersja wspaniała, ale nie tak znowu odległa od interpretacji słynnego kwartetu.

Warto też przypomnieć, że na ostatnim singlu formacja umieściła narzuconą przez wytwórnię piosenkę 'Good Day Sunshine' The Beatles, zanim jeszcze została ona wydana przez czwórkę z Liverpoolu na płycie 'Revolver' w skrajnie innej wersji.

Mimo tych wszystkich zapożyczeń muzyki The Eyes słucha się wybornie i broni się ona doskonale po tych wszystkich latach. Było nie było 'When The Night Falls' to już właściwie swoista klasyka muzyki rockowej.
Po za tym biorąc pod uwagę, jak wiele popularnych grup, kopiowało pomysły innych wykonawców i uchodziło im to płazem, to jednak trzeba na niewielki dorobek zespołu spojrzeć łagodniej oraz przez pryzmat czasów, w których przyszło im nagrywać. Dzisiaj powielanie od dawna utartych schematów, czy sprawdzonych pomysłów, jest wręcz cnotą.

Jak wspomniałem na początku, grupie nie udało się zainteresować swoją muzyką publiczności, więc wytwórnia Philips Records zaproponowała muzykom nagranie płyty pod nazwą Pupils zawierającej wyłącznie piosenki The Rolling Stones.
Album zatytułowany 'Tribute To The Rolling Stones' wypełniły niemal wierne przeróbki nagrań sławnego kwintetu z lat 1963-1966. Wyjątek stanowiła zupełnie inaczej zaaranżowana, zdecydowanie rockowa interpretacja 'As Tears Go By' - piosenki napisanej dla Marianne Faithfull - oryginalnie będąca łzawą balladą zaaranżowaną na gitarę akustyczną oraz instrumenty smyczkowe. W wersji The Eyes natomiast zwracało uwagę przesterowane brzmienie gitary elektrycznej.

Wszystkie piosenki zostały nagrane profesjonalnie i wykonane z ogromną pasją, ale z oczywistych względów, w większości przypadków, zabrakło tu elementu zaskoczenia. Na plus należy przytoczyć, że niektóre kompozycje zabrzmiały znacznie potężniej niż w wykonaniu The Rolling Stones. Tak więc ten ozdobiony uroczą, choć niezbyt wyszukaną okładką LP był ostatnim dokonaniem The Eyes.

Reasumując - zespół pozostawił po sobie cztery single. Zawierającą cztery nagrania z dwóch pierwszych singli EP 'The Arrival Of The Eyes' oraz wspomniany LP. Jak się nad tym głębiej zastanowić, to nie jest to taki zły wynik, zwłaszcza biorąc pod uwagę ówczesne standardy.

środa, 5 stycznia 2011

THE WHO

A QUICK ONE 1966

Obok płyty 'Revolver' The Beatles jest to najciekawszy album 1966 roku. Muzyka jest tutaj równie barwna jak nawiązująca do pop-artu ilustracja autorstwa Alana Aldridge'a umieszczona na okładce.

Drugą płytę The Who wypełnił materiał zróżnicowany, zaskakujący świeżością pomysłów, zachwycający dynamicznym, ostrym brzmieniem. Poszczególne utwory zdradzały duże poczucie humoru muzyków The Who. Wszystko to komasowało się w rozbudowanej kompozycji tytułowej, będącej rodzajem żartobliwej mini-opery, świadczącej o rosnących ambicjach kwartetu, ukazującej także przemiany zachodzące w muzyce młodzieżowej. Trwający blisko dziesięć minut 'A Quick One While He's Away' składał się z rozpisanych na role kilku epizodów muzycznych powiązanych w całość i opisujących historię zdrady małżeńskiej.

Warto zauważyć, że, pod względem doboru kompozycji na płycie, było to chyba najbardziej zespołowe dzieło w całej dyskografii The Who.





1. Run Run Run
2. Boris The Spider
3. I Need You
4. Whiskey Man
5. Heat Wave
6. Cobwebs And Strange
7. Don't Look Away
8. See My Way
9. So Sad About Us
10. A Quick One While He's Away


Skład


Roger Daltrey – Vocals
John Entwistle – Bass Guitar, Horns, Vocals
Pete Townshend – Guitar, Keyboards, Vocals
Keith Moon – Drums, Percussion, Vocals


Pete Townshend zaproponował piosenki tak różnorodne jak zadziorny 'Run Run Run' oparty na mocno wybijanych akordach gitary. Do osiągnięć amerykańskiej grupy The Byrds gitarzysta nawiązał w 'Don't Look Away'. 'So Sad About Us' dowodził talentu autora w tworzeniu nagrań dojrzałych pod względem melodycznym i harmonicznym. Przy czym ta minorowa piosenka została wykonana z iście rockową ekspresją. Wyróżniały się zwłaszcza ciężkie brzmienie gitary basowej oraz grupowe partie wokalne.
Także dziełem gitarzysty był wspomniany już 'A Quick One While He's Away', który przez długi czas był żelaznym punktem występów formacji.

John Entwistle przygotował dwie kompozycje.
Chyba najpopularniejszy na płycie, powolny 'Boris The Spider', który za podstawę miał mosiężny riff gitary basowej, w refrenie zaś pojawiał się charakterystyczny, demoniczny głos będący znakiem firmowym autora. Dla odmiany zagrana w szybkim tempie kompozycja 'Whiskey Man' została ozdobiona dźwiękami waltorni. Warto zauważyć, że we wstępie tego nagrania pojawia się kilka taktów parę lat później wykorzystanych przez basistę, w nieco przetworzonej formie, w kompozycji 'Heaven And Hell'.

Perkusista skomponował 'I Need You'. Zaśpiewana pełnym słodyczy głosem przez samego Keitha Moona piosenka przykuwa uwagę zdecydowanie rockową grą na perkusji. Nikt tak wtedy nie grał, to była nowa jakość w muzyce popularnej, również ciekawym rozwiązaniem było wprowadzenie, w formie kontrastu, partii klawesynu, co nadało muzyce delikatnie barokowego kolorytu.
Instrumentalny 'Cobwebs And Strange' był czymś w rodzaju muzycznej wizytówki perkusisty. Zwariowany, przesycony jarmarczną, czy wręcz cyrkową atmosferą utwór serwował popisy Keitha Moona na perkusji.





Roger Daltrey podpisał się pod 'See My Way', uroczą stylizacją wodewilową zaaranżowaną na rockowe instrumentarium. Całości dopełniała żywiołowa, dynamiczna przeróbka 'Heat Wave' z repertuaru Martha And The Vandellas.
W amerykańskiej wersji LP zatytułowanej 'Happy Jack' tę właśnie piosenkę, wydaną w Wielkiej Brytanii wyłącznie na singlu, umieszczono w miejsce 'Heat Wave'.

Do wydania CD dołączono - tak jak w przypadku innych kompaktowych reedycji wczesnych płyt The Who - całą masę bonusów. Przede wszystkim cztery nagrania (pominięto tylko 'Circles') pochodzące ze znakomitej EP 'Ready Steady Who'.

czwartek, 3 czerwca 2010

NUGGETS VOLUME 1

ORIGINAL ARTYFACTS FROM THE FIRST PSYCHEDELIC ERA 1965-1968




DISC 1

1. I Had Too Much To Dream (Last Night) - The Electric Prunes
2. Dirty Water - The Standells
3. Night Time - The Strangeloves
4. Lies - The Knickerbockers
5. Respect - The Vagrants
6. Public Execution - Mouse And The Traps
7. No Time Like The Right Time - The Blues Project
8. Oh Yeah - Shadows Of Knight
9. Pushin' Too Hard - The Seeds
10. Moulty - The Barbarians
11. Don't Look Back - The Remains
12. Invitation To Cry - The Magicians
13. Liar, Liar - The Castaways
14. You're Gonna Miss Me - 13th Floor Elevators
15. Psychotic Reaction - The Count Five
16. Hey Joe - The Leaves
17. Romeo And Juliet - Michael And The Messengers
18. Sugar And Spice - The Cryan' Shames
19. Baby Please Don't Go - The Amboy Dukes
20. Tobacco Road - Blues Magoos
21. Let's Talk About Girls - The Chocolate Watchband
22. Sit Down, I Think I Love You - The Mojo Men
23. Run, Run, Run - Third Rail
24. My World Fell Down - Sagittarius
25. Open My Eyes - Nazz
26. Farmer John - The Premiers
27. It's-A-Happening - Magic Mushrooms

DISC 2

1. Talk Talk - The Music Machine
2. Last Time Around - The Del-Vetts
3. Nobody But Me - The Human Beinz
4. Journey To Tyme - Kenny And The Kasuals
5. No Friend Of Mine - The Sparkles
6. Outside Chance - The Turtles
7. Action Woman - Litter
8. Spazz - The Elastik Band
9. Sweet Young Thing - The Chocolate Watchband
10. Incense And Peppermints - Strawberry Alarm Clock
11. I Ain't No Miracle Worker - The Brogues
12. Seven And Seven Is - Love
13. Time Won't Let Me - The Outsiders
14. Going All The Way - The Squires
15. I'm Gonna Make You Mine - Shadows Of Knight
16. Trip - Kim Fowley
17. Can't Seem To Make You Mine - The Seeds
18. Why Do I Cry - The Remains
19. Laugh, Laugh - The Beau Brummels
20. Little Black Egg - The Nightcrawlers
21. I Wonder - The Gants
22. I See The Light - The Five Americans
23. Who Do You Love - Woolies
24. Double Shot (Of My Baby's Love) - The Swingin' Medallions
25. Live - The Merry-Go-Round
26. Steppin' Out - Paul Revere And The Raiders
27. Diddy Wah Diddy - Captain Beefheart And His Magic Band
28. Strychnine - The Sonics
29. Little Girl - The Syndicate Of Sound
30. (We Ain't Got) Nothin' Yet - Blues Magoos
31. Shape Of Things To Come - Max Frost And The Troopers

DISC 3

1. Let It Out (Let It All Hang Out) - Hombres
2. Fight Fire - The Golliwogs
3. At The River's Edge - New Colony Six
4. Jack Of Diamonds - The Daily Flash
5. Follow Me - Lyme And Cybelle
6. It's Cold Outside - The Choir
7. Beg, Borrow And Steal - Rare Breed
8. She's About A Mover - The Sir Douglas Quintet
9. Little Bit O'Soul - Music Explosion
10. Put The Clock Back On The Wall - The E-Types
11. Falling Sugar - The Palace Guard
12. Run Run Run - The Gestures
13. I Need You - The Rationals
14. Knock, Knock - The Humane Society
15. Primitive - Groupies
16. Psycho - The Sonics
17. So What - The Lyrics
18. You Must Be A Witch - The Lollipop Shoppe
19. Question Of Temperature - The Balloon Farm
20. Maid Of Sugar-Maid Of Spice - Mouse And The Traps
21. You Ain't Tuff - The Uniques
22. Sometimes Good Guys Don't Wear White - The Standells
23. She's My Baby - The Mojo Men
24. Story Of My Life - Unrelated Segments
25. I'm Five Years Ahead Of My Time - The Third Bardo
26. Mirror Of My Mind - We The People
27. Bad Little Woman - Shadows Of Knight
28. Double Yellow Line - The Music Machine
29. Optical Sound - The Human Expression
30. Journey To The Center Of The Mind - The Amboy Dukes

DISC 4

1. Are You Gonna Be There (At The Love-In) - The Chocolate Watchband
2. Too Many People - The Leaves
3. (Would I Still Be) Her Big Man - The Brigands
4. Are You A Boy Or Are You A Girl - The Barbarians
5. Wooly Bully - Sam The Sham And The Pharaohs
6. I Want Candy - The Strangeloves
7. Louie Louie - The Kingsmen
8. One Track Mind - The Knickerbockers
9. Out Of Our Tree - The Wailers
10. I Think I'm Down - The Harbinger Complex
11. What Am I Going Do - The Dovers
12. Codine - The Charlatans
13. Johnny Was A Good Boy - The Mystery Trend
14. Stop-Get A Ticket - Clefs Of Lavender Hill
15. Complication - The Monks
16. Witch - The Sonics
17. Get Me To The World On Time - The Electric Prunes
18. Mr. Pharmacist - The Other Half
19. Open Up Your Door - Richard And The Young Lions
20. Just Like Me - Paul Revere And The Raiders
21. You Burn Me Up And Down - We The People
22. I Live In The Springtime - The Lemon Drops
23. Mindrocker - Fenwyck
24. Hold Me Now - The Rumors
25. Love's Gone Bad - The Underdogs
26. Why Pick On Me - The Standells
27. Bad Girl - Zakary Thaks
28. Blackout Of Gretely - The Gonn
29. Voices Green And Purple - Bees
30. Blues' Theme - Davie Allan And The Arrows


Realizując moje zamierzenie, że będę pisał przede wszystkim na temat psychodelicznego rocka, postanowiłem sięgnąć po działo wielkiego kalibru, czyli serię Nuggets.
Ogółem ukazały się aż trzy takie wielkie pudełka zawierające po cztery CD. Każda część zawiera grubą książkę opisującą wszystkich wykonawców, którzy znaleźli się w tym wyjątkowym zestawieniu. Prawdziwa potęga. Mój opis dotyczyć zaś będzie części pierwszej poświęconej wyłącznie amerykańskim dokonaniom z lat 1965-1968.

Amerykański rock bardzo się różnił od tego tworzonego w Wielkiej Brytanii. Zespoły ze Zjednoczonego Królestwa miały do muzyki podejście nieco intelektualne, awangardowe czy eksperymentalne. Muzyka rockowa była pretekstem do poszukiwań nowej formy wypowiedzi. Można wręcz odnieść wrażenie, że liczył się każdy dźwięk, wszystko było nieco szlachetniejsze, nie tyle wypolerowane, co opracowane w bogatszy sposób. Duże znaczenie w brytyjskim rocku psychodelicznym miały aranżacje oraz te wszystkie dźwiękowe niuanse.
Tymczasem w Stanach Zjednoczonych liczył się przede wszystkim autentyczny, bezpośredni przekaz. Amerykanie raczej sporadycznie sięgali po nowinki techniczne, do pewnego momentu nie stanowiły one punktu odniesienia dla tworzonej muzyki. Nie chcę też przez to powiedzieć, że ich muzyka była uboższa. Po prostu mniej zwracano uwagę na efekt kolorystyczny nagrań, bardziej natomiast opierano się na czystym brzmieniu instrumentów. Nie było w tym aż tak bardzo czuć produkcji studyjnej.
Wiadomo ponadto, że i dziedzictwo kulturowe odgrywa tutaj istotną rolę, jednak nie chcę się zapędzać w mętne wywody, bo tak naprawdę muzyka wszędzie jest taka sama - dobra lub zła.

To jest bardzo skomplikowany temat i trzeba by poświęcić mu osobne rozważania. Nie wykluczone jednak, że nieraz będę powracał do tej kwestii, ponieważ zauważyłem, że wciąż trwają spory o to, kto miał większy wpływ na rozwój muzyki popularnej - Brytyjczycy czy Amerykanie? Otóż moim zdaniem zdecydowanie Wielka Brytania.

Co do omawianej kompilacji - na czterech kompaktach zamieszczono prawie 120 nagrań wykonawców przeważnie dawno już zapomnianych, lub takich, którzy pamiętani są przez garstkę zapaleńców. Bardzo dużo umieszczonych tu zespołów nigdy nie nagrało nawet jednej płyty, całość zaś oscyluje pomiędzy muzyką garażową, dynamicznym rhythm and bluesem i wczesnym psychodelicznym rockiem. Muszę przyznać, że niemal wszystkie piosenki to strzał w dziesiątkę, wiele z nich to duże osiągnięcia i bez dwóch zdań należą do rockowego kanonu i nie znać tych dokonań to wstyd.

Aż można dostać zawrotu głowy od mnogości świetnych zespołów. Czego tu nie ma? Niegdyś popularny The Electric Prunes i ich znakomity przebój 'I Had Too Much To Dream (Last Night)'. Równie energetyczny 'Pushin' Too Hard' grupy The Seeds. Znalazło się miejsce dla aż trzech utworów mniej znanych zespołów Chocolate Watchband i The Sonics. Jest kierowany przez Teda Nugenta Amboy Dukes. Jest też porywający 'Don't Look Back' The Remains. Oczywiście nie mogło zabraknąć Count Five 'Psychotic Reaction' i 13th Floor Elevators 'You're Gonna Miss Me'. Po za tym jeszcze tak ważne zespoły jak Shadows Of Knight czy Litter. Natomiast piosenka grupy Blues Magoos '(We Ain't Got) Nothin' Yet' to oczywiście słynny motyw pożyczony później przez Deep Purple w 'Black Night'. Chociaż istnieją poważne przypuszczenia, że również Blues Magoos zaczerpnęli tę zagrywkę z innego źródła. Jest też ceniony Strawberry Alarm Clock i bardzo ostry jak na owe czasy 'You Must Be A Witch' The Lollipop Shoppe.

To i tak są dosyć znane i klasyczne grupy, bo właściwie cała reszta niekiedy nawet nie zaistniała w świadomości szerszego grona słuchaczy, a ich nagrań nie usłyszymy na płytach długogrających. Właśnie dlatego warto zapoznać się z tą wspaniale dobraną kompilacją. Po za tym, jak to jest zagrane - w większości przypadków na całego, bez taryfy ulgowej. Można odnieść wrażenie, że niektórzy wokaliści śpiewają tak, jakby od tego zależało ich życie, nie oszczędzając gardeł.

Dodam jeszcze, że od jakiegoś czasu panuje moda na wydawanie takich kompilacji ze starym, zapomnianym materiałem z lat sześćdziesiątych. Obecnie dostępnych na rynku płyt tego typu jest dosyć sporo, tak więc nie pozostaje nic innego jak uzbroić się w cierpliwość i starać się dotrzeć do tych rarytasów, bo warto. Chociaż uważam, że Nuggets już na zawsze pozostanie prekursorem w tej dziedzinie, bo dzięki tym płytom - oryginał ukazał się w 1972 roku jako podwójny winyl z zestawem powtórzonym na pierwszym kompakcie - świat zwrócił uwagę na tę starą, ale GENIALNĄ I PONADCZASOWĄ muzykę będącą archetypem i początkiem prawdziwego rocka.

P.S. Czerwiec jest okropny. Albo jest duszno. Albo szaro i pada. Jeśli tak będzie wyglądać całe lato, to raczej nie ma co liczyć na komfort psychiczny. Właśnie gdy piszę te słowa za oknem grzmi, a otoczenie nabrało niemal żółtego kolorytu.

piątek, 14 maja 2010

WIMPLE WINCH

TALES FROM THE SINKING SHIP (1964-1968)


Wimple Winch to kolejny przykład grupy, która nawet nie dotknęła popularności i dawno temu została zepchnięta na margines muzyki popularnej. Prawdziwy diament, który po latach zaczyna świecić coraz silniejszym blaskiem.

Okazuje się, że muzyka pochodzącego z Liverpoolu kwartetu bardzo dobrze zniosła próbę czasu i nawet najwcześniejsze beatowe dokonania, jeszcze jako Just Four Men - najpierw Four Just Men - są urzekające. Słychać, że młodzi muzycy mieli talent, że nie była to tylko kopia lub próba naśladownictwa grup z czołówki, ale że zespół dawał także bardzo wiele od siebie.
Te najstarsze piosenki - nie wiedzieć czemu nie wydane w epoce - zachwycają niewymuszonymi melodiami, brak tutaj banałów, w które często wpadały nawet popularniejsze grupy, jest w tych nagraniach coś szlachetnego, a wykonanie stoi na wysokim poziomie.
Trzeba też nadmienić, że wówczas grupie udało się podpisać kontrakt z wytwórnią EMI i nagrać dwa lub trzy single, niestety bez sukcesu.

Ale mnie korci, żeby przejść do kolejnego etapu działalności zespołu, gdy zmienił on nazwę na Wimple Winch.





1. Ad-Ventures (Theme For Friday Night)
2. Half Past Five
3. Aggravatin'
4. Colours
5. The Four Just Men Theme (Laura Norder)
6. Sorry Girl
7. Don't Come Any Closer (1964 Demo)
8. I Just Can't Make Up My Mind
9. Woman Needs A Man
10. I Still Care
11. Thinking About Your Love
12. Tomorrow
13. In The Shelter Of You Arms
14. Trains And Boats And Planes
15. What's Been Done
16. I Really Love You
17. Save My Soul
18. Everybody's Worried 'Bout Tomorrow
19. Rumble On Mersey Square South
20. Atmospheres
21. Typical British Workmanship
22. Bluebell Wood
23. Lollipop Minds
24. Marmalade Hair
25. Coloured Glass
26. Those Who Wait
27. Three Little Teddy Bears
28. Sagittarius
29. The Last Hooray


Rok 1966.
Muzyka popularna zaczęła ewaluować, zmieniać swe oblicze i odnowiony zespół z nową nazwą podjął wyzwanie. Podpisanie kontraktu z wytwórnią Fontana Records również otwierało nowe możliwości.
Na pierwszy ogień poszedł singiel zawierający jeszcze dosyć zachowawcze piosenki 'What’s Been Done - I Really Love You'. Obie kompozycje zdradzały wpływ beatowych reminiscencji z nieco cięższym nowym rockiem, czyli był to pomost pomiędzy beatem a rodzącą się wówczas muzyką o bardziej eksperymentalnym charakterze, zdradzającą większe ambicje.
Następny singiel to już było dzieło dużego kalibru. 'Save My Soul' wyprzedzał swój czas, jest tu wszystko, co powinna zawierać dobra rockowa piosenka. Wpadająca w ucho melodia, żar wykonawczy, pełne inwencji partie instrumentów. Zwrotka to sympatyczny, chwytliwy motyw z oszczędną partią gitary, ale już refren zaskakuje niespotykaną wówczas dynamiką i ekspresją wykonania. Trzeba dodać, że śpiewający gitarzysta Dee Christopholus operuje mocnym, wyrazistym głosem na granicy wrzasku, zaś każda linijka tekstu śpiewana jest z ogromnym ładunkiem emocji, momentami wręcz pasji.

Kolejne wiekopomne dzieło Wimple Winch z 1967 roku zostało początkowo błędnie wytłoczone. Otóż przez przypadek, na drugiej stronie kolejnego singla znalazła się omyłkowo piosenka 'Atmospheres'. Utrzymany w gniewnym tonie główny temat dla kontrastu łagodzony był zharmonizowanymi głosami śpiewającymi delikatnym falsetem.
Obie wymienione piosenki nawiązywały do osiągnięć The Rolling Stones - przesterowany riff gitary w stylu '(I Can't Get No) Satisfaction' - jednak więcej się w muzyce kwartetu działo, była bogatsza pod względem harmonii. Nawet gdy grupa grała hałaśliwie i ostro, nie traciła wyczucia do melodii.
Ponownie Dee Christopholus udowodnił jak świetnym był wokalistą, ekspresją i możliwościami bił na głowę wielu innych bardziej znanych śpiewaków.

Niestety, wytwórnia bardzo szybko wycofała singla i zastąpiła umieszczonego na drugiej stronie 'Atmospheres' mniej porywającą kompozycją 'Typical British Workmanship'.
Na całe szczęście jedno pozostało nie zmienione, mianowicie pierwsza strona singla, czyli znakomity 'Rumble On Mersey Square South'. Wimple Winch zerwał tu z formą zwykłej piosenki, nadając kompozycji zmienną formę, dobierając środki wyrazu pod względem dramaturgicznym. Muzyka w swoisty sposób współgrała z warstwą słowną i stanowiła komentarz do opisywanej historii - raz jest dynamicznie i ciężko, by za moment nastąpiło wyciszenie i spokój. Kompozycja zwiastowała narodziny heavy-rocka.
Trzeba pamiętać, że singel ukazał się w styczniu 1967 roku, czyli zanim The Beatles opublikowali piosenkę 'Strawberry Fields Forever', która, jak wiadomo, zbudowana został z wariacyjnego przetworzenia jednego tematu i wzbogacona przeróżnymi efektami oraz bogactwem aranżacji. Tak więc oba wymienione nagrania zwiastowały nowe podejście do komponowania, czyli wychodzenie poza jednostajność typowych piosenek młodzieżowych.
Wracając do Wimple Winch. Szczególną uwagę zwracają partie perkusji. Lawrence Arends (King) gra tutaj z wielką fantazją i ciężarem, przestrzennie i dynamicznie. Ponownie zachwyca sposób interpretacji wokalnej.
Słowem - jest to jeden z najważniejszych momentów muzyki rockowej lat sześćdziesiątych, jednak, jak wszystko inne, co zespół nagrał, wówczas niedocenione. Dzisiaj natomiast każdy z trzech singli wart jest blisko 500 funtów.

Kończąc.
Jaka szkoda, że w epoce wiele takich zespołów jak Wimple Winch nigdy nie wydało żadnej płyty długogrającej oraz nie odniosło znaczącego sukcesu komercyjnego. To dlatego dzisiaj ludziom się wydaje, że siódmym cudem świata był punk-rock. Dlatego większość ludzi nie wie, jak nowatorska była muzyka lat sześćdziesiątych, że tak naprawdę wszystko co powstało później było już tylko blednącym cieniem tamtego pionierskiego okresu.

wtorek, 6 kwietnia 2010

MONKS

BLACK MONK TIME (1966)



1. Monk Time
2. Shut Up
3. Boys Are Boys And Girls Are Choice
4. Higgle-Dy-Piggle-Dy
5. I Hate You
6. Oh, How To Do Now
7. Complication
8. We Do Wie Du
9. Drunken Maria
10. Love Came Tumblin' Down
11. Blast Off
12. That's My Girl


Skład


Gary Burger – Vocals, Guitar
Larry Clark – Organ
Roger Johnston – Drums
Eddie Shaw – Bass Guitar
Dave Day – Banjo


Tym razem napiszę o grupie Monks. Nie dlatego, że jestem zagorzałym wielbicielem ich muzyki, ale dlatego, że było to zjawisko wyjątkowo kuriozalne.
Grupę tworzyło czterech Marines, stacjonujących w Niemczech. Chcąc wyróżniać się pośród setek innych zespołów, wymyślili dla siebie nietypowy wizerunek. Otóż wygolili włosy na samym czubku głowy na wzór Mnichów, czyli tonsury, natomiast u szyi zawiesili sobie liny imitujące sznur od szubienicy. Dziwne.
Wydaje mi się, że nawet przy dzisiejszych standardach, taki pomysł jest zdecydowanie nietypowy.

Co do muzyki.
Nazwa zespołu w połączeniu z czarną okładką mogłaby sugerować jakieś wyjątkowo posępne nastroje. Tymczasem mamy do czynienia z klasycznym garagem. W dodatku, jak na mój gust, nieco już staromodnym. Faktem jest natomiast, że w warstwie literackiej Monks proponowali dosyć ostry atak na ówczesną sytuację społeczno-polityczną, ale to akurat ma najmniejsze znacznie.

Płyta, jak i sam zespół, ma liczne grono wielbicieli. Sam LP - oryginalnie wydany wyłącznie w Niemczech - jest popularny przede wszystkim ze względu na jego ogromną cenę. W stanie idealnym 'Black Monk Time' osiąga cenę około 1000 Euro.

Dlaczego ponownie postanowiłem trochę skrytykować ulubioną muzykę?
Ponieważ uważam, że czasem tak wypada. To nieprofesjonalne ciągle wyłącznie zachwalać. Tak całkiem poważnie - w drugiej połowie lat sześćdziesiątych w Stanach Zjednoczonych powstawało mnóstwo zespołów, w tym natłoku wykonawców niektórzy, moim zdaniem, nie prezentowali jakiegoś szczególnie wyjątkowego poziomu. Na dodatek w tym okresie spora część grup brzmiała po prostu strasznie prymitywnie. Dlatego nie bardzo rozumiem te wszystkie bezkrytyczne zachwyty wobec wielu zapomnianych artystów.

W porównaniu do zamieszczonego poniżej The Misunderstood - Monks sprawiają wrażenie jakby zostali wygrzebani z odkrywkowej kopalni węgla brunatnego. Trudno się potem dziwić, że wielu ludzi słysząc coś takiego, krytykuje klasycznego rocka. Też bym raczej nie wpadł w euforię.
Proszę mi jednak wierzyć - to nie jest granie reprezentatywne dla tego okresu.

Nie wszystko złoto, co się świeci. W przypadku Monks - czarnym blaskiem.

piątek, 2 kwietnia 2010

MISUNDERSTOOD

BEFORE THE DREAM FADED (1965-1966)



Produced By Dick Leahy. Recorded 1966 In London At Fontana Studios And IBC

Colour Of Their Sound

1. Children Of The Sun
2. My Mind
3. Who Do You Love
4. I Unseen
5. Find The Hidden Door
6. I Can Take You To The Sun

1965 USA Recordings (Preserved From Acetate)

Blue Day In Riverside

1. I’m Not Talking
2. Who’s Been Talking?
3. I Need Your Love
4. You Don’t Have To Go
5. I Cried My Eyes Out
6. Like I Do


Ten amerykański zespół był wielkim odkryciem Johna Peela. Słynny prezenter radiowy sprowadził The Misunderstood do Anglii i pokierował ich krótkotrwałą karierą. Już na miejscu do grupy dołączył utalentowany gitarzysta Tony Hill, jednocześnie główny twórca repertuaru, który wypełnił połowę omawianej przeze mnie kompilacji.

Otóż to.
Opisywany zestaw podzielony został na dwie części. Pierwsze sześć nagrań zarejestrowane zostały w 1966 roku w Anglii. Natomiast pozostałe piosenki pochodzą jeszcze z 1965 roku, kiedy grupa egzystowała w Kalifornii.

Moją uwagę skoncentruję na tych nagraniach, które powstały w Anglii. To był czas Swingującego Londynu, w kulturze młodych ludzi następowały nieodwracalne przemiany obyczajowe. W tym momencie muzyka rockowa zaczęła zyskiwać ten kształt, który zdefiniował ten gatunek na późniejsze lata. Jednym z pierwszych rzeczywiście doskonałych pod względem artystycznym wyrazicieli był Misunderstood. Klasyczny beat i rhythm and blues w naturalny sposób przekształcił się w nieco mocniejszy i ostrzejszy freak-beat oraz garage. Ponieważ w tym samym czasie kształtował się również nurt rocka psychodelicznego, to te dwa kierunki zaczęły się przenikać.

W 1966 roku muzyka Misunderstood mogła wydawać się ekstremalna. Problem polegał jednak na tym, że z kilku zarejestrowanych przez zespół utworów wytwórnia Fontana wówczas wybrała tylko dwa, które wydała na singlu.

Na pierwszej stronie pojawił się nowatorski 'I Can Take You To The Sun'. Krótka, wielowątkowa piosenka składająca się trzech części. Pierwsza część nagrania jest atmosferyczna, niemal hard-rockowa, z głębokim głosem Ricka Browna i gitarą slide w roli głównej. Natomiast druga część kompozycji przeradza się w gitarową ścianę dźwięku, by w finale przejść w grane na gitarze klasycznej flamenco. Publiczność nie była chyba przygotowana na taką propozycję, dlatego singel przepadł na rynku.
Na drugiej stronie figurował 'Who Do You Love?'. Zagrana w bezkompromisowy sposób i bardzo dynamiczna interpretacja kompozycji Bo Diddleya.

Wkrótce po ukazaniu się singla dwóch muzyków grupy dostało powołanie do wojska, co oznaczało wyjazd na wojnę w Wietnamie oraz koniec zespołu.
Gdy trzy lata później wytwórnia Fontana wydała kolejnego singla 'Children Of The Sun - I Unseen' (oba nagrania pochodziły z tej samej sesji z 1966 roku) świat muzyki rockowej uległ diametralnej przemianie, zaś sam The Misunderstood działał już wtedy w zupełnie innym składzie.

W każdym razie 'Children Of The Sun' to chwytliwa i dynamiczna, zagrana z butą piosenka oparta na marszowym rytmie. Wielu uważa ten utwór za mocniejszy wariant 'Shapes Of Things' Yardbirds, możliwe, że tak jest. W 1969 roku grało się już jednak inaczej i takie dokonania nie miały prawa zainteresować kogokolwiek.
Na odwrocie umieszczono złowieszczy, zaśpiewany ponurym głosem 'I Unseen' ozdobiony dźwiękami harmonijki ustnej.

Pozostałe dwa nagrania w niczym nie ustępowały wyżej wymienionym. Trzeba jedno przyznać - grupie udało się  wytworzyć wyjątkowo mroczną atmosferę jak na 1966 rok. 'Find A Hidden Door' epatował wyjątkowo brutalną, agresywną aurą - ciekawe zastosowanie pauz w zwrotce, natomiast refren to nagłe przyśpieszenie i desperacki śpiew Ricka Browna. Wciąż podkreślam, ale powtórzę raz jeszcze - wtedy to było muzyczne ekstremum.

Szkoda, że grupa nie zarejestrowała wówczas więcej materiału, a to co wtedy powstało nie doczekało się publikacji choćby w formie EP. Tak więc w tej konfiguracji The Misunderstood nie dokonał już nic więcej i zespół, na skutek różnych niesprzyjających okoliczności, zakończył działalność i przeszedł niemal niezauważony.
Jakiś czas potem gitarzysta Glenn Campbell zebrał zupełnie nowy skład, gdzie sekcję rytmiczną stanowili Nic Potter i Guy Evans, czyli muzycy Van Der Graaf Generator. Wtedy też powstały takie udane nagrania jak 'Never Had A Girl Like You Before' czy 'Golden Glass'. Był to już jednak zupełnie inny rozdział w działalności grupy, bo i czasy się zmieniły.

czwartek, 25 marca 2010

THE DEEP

PSYCHEDELIC MOODS (1966)

Człowiekiem, który był głównym inicjatorem tego efemerycznego przedsięwzięcia był niejaki Rusty Evans, który z pomocą trzech muzyków nagrał ten owiany mgłą tajemnicy album, on również został producentem płyty oraz stworzył okładkę.

Długo zastanawiałem się czy jest sens, bym opisywał płytę na temat której nie mam zbyt wiele dobrego do przekazania, ale stwierdziłem, że raz na jakiś czas można napisać coś bardziej krytycznego, będącego w opozycji do peanów, które wznoszę na cześć ukochanych przeze mnie grup.

Czytając notkę zamieszczoną z tyłu oryginalnej okładki LP autorstwa Neila Bogarta - być może tego samego, który kilka lat później utworzył wytwórnię Casablanca Records, dla której nagrywała grupa KISS - można umrzeć z ciekawości co też za niezwykłą muzykę zawiera 'Psychedelic Moods'. Krótki tekst wprowadzający w atmosferę płyty na pewno działa na wyobraźnię.





1. Color Dreams
2. Pink Ether
3. When Rain Is Black
4. It's All A Part Of Me
5. Turned On
6. Psychedelic Moon
7. Shadows On The Wall
8. Crystal Nite
9. Trip #76
10. Wake Up And Find Me
11. Your Choice To Choose
12. On Off - Off On


Nie będę jednak nikomu mydlił oczu czy opowiadał bajek, że ma do czynienia z dziełem ponadczasowym, po przesłuchaniu którego dozna euforycznego uniesienia. Zdecydowanie nie. Nawet ja - miłośnik starych brzmień - muszę to uczciwie przyznać. Płyta The Deep to dokonanie interesujące, ale niestety głównie jeśli spojrzeć na nie w kontekście historycznym. Całość się niestety bardzo zestarzała.
Pomyśleć tylko, że być może kiedyś taka muzyka uchodziła ze szczyt mrocznego grania.

Z drugiej strony skłamałbym gdybym stwierdził, że jest to płyta nie do słuchania, aż tak źle nie jest. Jest tutaj kilka interesujących momentów. W aranżacjach dominują dźwięki kotłów i wibrafonu. Czasami pojawiają się instrumenty dęte jak flet, dominuje zaś niby ponury klimat.
Wiele obiecywała pierwsza piosenka z uderzeniami dzwonów we wstępie. Był to ciekawy, posępny i nieco diaboliczny początek.
Wolę jednak nieco późniejsze dokonania Ultimate Spinach czy Coven. Niby tylko blisko dwa lata różnicy, a jednak można odnieść wrażenie, że płyty te dzielą lata świetlne.

Jeszcze kilka dni temu napisałem, że ponoć pierwszym LP ze słowem 'PSYCHODELICZNY' w tytule był debiut 13th Floor Elevators. Otóż z informacji zamieszczonej we wkładce do wydania CD 'Psychedelic Moods' wynika, że jedyny LP The Deep ukazał się w październiku, podczas gdy zarówno 'Psychedelic Sounds Of 13th Floor Elevators' jaki i 'Psychedelic Lollipop' Blues Magoos ukazały się w listopadzie. Może i The Deep nagrali pierwszy album z przymiotnikiem 'PSYCHODELICZNY' w tytule, ale to Roky Erickson i jego grupa nagrali album z prawdziwego zdarzenia.

niedziela, 21 marca 2010

13TH FLOOR ELEVATORS

PSYCHEDELIC SOUNDS OF 13TH FLOOR ELEVATORS (1966)




1. You're Gonna Miss Me
2. Roller Coaster
3. Splash 1 (Now I'm Home)
4. Reverberation (Doubt)
5. Don't Fall Down
6. Fire Engine
7. Thru The Rhythm
8. You Don't Know (How Young You Are)
9. Kingdom Of Heaven
10. Monkey Island
11. Tried To Hide


'You gotta open up your mind
And let everything come through'

Rok 1966 zwiastował zjawiska nowe, niekoniecznie dobre.
Środki halucynogenne, rodząca się wówczas kontrkultura, czy raczej antykultura, ruchy młodzieżowej kontestacji, a więc podważanie wszelkich obyczajów i zasad, to wszystko znalazło swój wyraz w tworzonej wówczas muzyce młodzieżowej. Nowe, radykalne podejście do tworzenia wzmocniło nie tylko wyraz muzyki, ale wpłynęło także na jej odbiór. Był to także początek prawdziwie rockowych dokonań. Muzyka pop poczęła ewaluować.

Wyrazem tego były narodziny gatunku określanego mianem psychodelicznego rocka.
Ponoć debiut 13th Floor Elevators był pierwszym albumem z muzyką popularną zawierającym słowo 'PSYCHODELICZNY' w nazwie, plus przykuwająca uwagę intrygująca okładka i enigmatyczna nazwa grupy - wszystko stawało się jasne, dla muzyki młodych zaczęły się nowe czasy.
Na tylnej stronie koperty umieszczono przypisy do poszczególnych piosenek, z których wynika, że teksty łączą się w całość, ukazując różnice pokoleniowe oraz będące zachętą do nadania życiu nowych wartości.

Kompozycje umieszczone na LP nie są może zbyt zróżnicowane, mogą nawet sprawiać wrażenie prymitywnych i monotonnych, ale to dlatego, że takie to były czasy, że zespoły wchodziły do studia - częstokroć nie najlepiej wyposażonego - i nagrywały materiał na płytę w kilka godzin, na żywo, bez zbędnych ozdobników, a czasem nawet bez poprawek.

Na dodatek grupa 13th Floor Elevators postanowiła wzbogacić brzmienie swojej muzyki dźwiękami specyficznego instrumentu zwanego electric jug - niestety, nie wiem jaki jest polski odpowiednik tej nazwy. W rezultacie we wszystkich nagraniach słychać - początkowo sprawiające dziwne wrażenie - rytmiczne dudnienie. Może to irytować, chociaż ja już przywykłem i nawet polubiłem ten patent. Biorąc pod uwagę charakter muzyki, ma to swój urok.
Było nie było, grupa tworzyła swoją muzykę pod wpływem LSD i do przeżyć narkotycznych zapewne ta muzyka miała się odwoływać, więc te chropowate, krótkie piosenki, odznaczające się skrajną prostotą rytmów, dużą dynamiką wykonania, taki nastrój miały przywoływać i wprawiać w hipnotyczne uczucie.

Nie będę się tym razem rozpisywał na temat zawartości płyty, wskażę tylko utwory, które zrobiły na mnie największe wrażenie.
Przebojowy, przesiąknięty butną aurą, najpopularniejszy na płycie 'You're Gonna Miss Me' to przebojowy rockowy fragment zagrany z werwą i zaśpiewany z pasją przez Roky Ericksona. Zadziorny głos lidera zespołu to znak rozpoznawczy 13th Floor Elevators.
Następnie intrygujący, porywający 'Roller Coaster' zaśpiewany z desperacją w głosie. Nie chcę się silić na znawstwo, ale wydaje mi się, że główny motyw tego nagrania pobrzmiewa nieco orientalną nutą, co tylko dodaje kompozycji niesamowitości.
Potem wskazałbym na hałaśliwy 'Fire Engine'. Ciekawa energetyczna piosenka okraszona jakimiś dziwacznymi pojękiwaniami imitującymi dźwięk syreny wozu strażackiego.
Na koniec zaś monumentalny i dostojny 'Kingdom Of Heaven', najbardziej tajemniczy, niemal mistyczny utwór na tym albumie. Trzeba przy tym wyraźnie zaznaczyć, że jest to płyta zdecydowanie gitarowa, w każdym z wymienionych nagrań rola tego instrumentu nadaje inny charakter poszczególnym kompozycjom, buduje ich klimat, ponieważ zaś nie ma tutaj żadnych produkcyjnych sztuczek, wszystko spoczywa w rękach obydwu gitarzystów, którzy, dysponując ograniczonymi umiejętnościami, musieli wykazać się zręcznością i wyobraźnią.

Przykuwa uwagę buntownicza otoczka 'Psychedelic Sounds Of 13th Floor Elevators', muszę przyznać, że nie wyczuwam tu udawania, pozerstwa.
Brzmienie jest tak naturalne, że dzisiaj nawet jeśli ktoś bardzo by się starał, raczej nie zdołałby takiego uzyskać, chyba że udałoby się wygrzebać skądś tak stary sprzęt nagraniowy - co zresztą czasami praktykują nowe zespoły pragnące uzyskać klimat starych płyt.
Jest w tym stwierdzeniu coś z ironii, proszę nie myśleć, że zupełnie oderwałem się od dnia dzisiejszego.

Na początku wspomniałem, że debiut 13th Floor Elevators był ponoć pierwszym tytułem z przymiotnikiem 'PSYCHODELICZNY' w tytule. Otóż nie jest to do końca pewna informacja, ponieważ w tym samym czasie ukazały się dwa inne LP z tym magicznym słówkiem w tytułach płyt. 'Psychedelic Lollipop' grupy Blues Magoos oraz 'Psychedelic Moods' zespołu The Deep. Kto był pierwszy? Trudno odpowiedzieć.
Jedno jest pewne - 'Psychedelic Sounds Of 13th Floor Elevators' to jedna z najważniejszych amerykańskich rockowych płyt.

'After you trip life opens up
You start doing what you want to do'