Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 czerwca 2020

PINK FLOYD

O KROWACH, ŚWINIACH, MAŁPACH, ROBAKACH ORAZ WSZYSTKICH UTWORACH PINK FLOYD i ROGERA WATERSA 2015

WIESŁAW WEISS


Wydaną w 1995 roku monografię grupy Pink Floyd autorstwa Wiesława Weissa 'Szyderczy śmiech i krzyk rozpaczy' uważam za wzorzec monografii. Autor wykonał wówczas ogromną pracę, a sama książka napisana jest pięknym, niezwykle eleganckim językiem. Nabyłem ten tytuł około roku 1998 i wiele razy powracałem do lektury tej książki.

Gdy zatem w 2005 roku w Polsce opublikowano wspomnienia perkusisty zespołu, Nicka Masona, nie było w nich właściwie nic zaskakującego, odkrywczego, jedynie pewne detale wzbogacały moją wiedzę o dokonaniach ulubionego zespołu.

To wszystko dlatego, że książka redaktora naczelnego pisma Tylko Rock była tak precyzyjna i drobiazgowa, a ponieważ po 1995 roku zespół praktycznie przestał istnieć, monografia wyczerpywała temat i niewiele można było dodać, chociaż sam Wiesław Weiss do historii Pink Floyd powracał jeszcze kilka razy, między innymi w książce 'O krowach, świniach, robakach oraz wszystkich utworach Pink Floyd' wydanej po raz pierwszy bodaj w 2006 roku.

Kilka dni temu wpadło mi w ręce już chyba drugie wznowienie tej właśnie książki, tym razem jednak pod nieco innym tytułem 'Pink Floyd. O krowach, świniach, małpach, robakach oraz wszystkich utworach Pink Floyd i Rogera Watersa'. Muszę jednak z przykrością przyznać, że okazała się ona dla mnie dużym rozczarowaniem.

Jeśli 'Szyderczy śmiech i krzyk rozpaczy' miał jakąś wadę, to było nią dostrzegalne przywiązanie Autora do dorobku Rogera Watersa i Davida Gilmour'a i koncentracja na dokonaniach tych dwóch muzyków - zarówno w obrębie dyskografii kwartetu, jak i solowych poczynań - kosztem wpływu na działalność Pink Floyd Richarda Wrighta i Nicka Masona. Nie było to jeszcze bardzo widoczne, ale rzucało się w oczy, chociażby poprzez dogłębną analizę solowych płyt basisty i gitarzysty, a niemal zdawkowe potraktowanie indywidualnych dokonań pianisty i perkusisty.

Jednak dopiero w opisywanej tutaj historii Pink Floyd widać, jak bardzo Autor faworyzuje Rogera Watersa i Davida Gilmoura, pozostałych dwóch muzyków zaś traktuje lekceważąco, zwłaszcza minimalizując wkład pianisty w styl i dorobek zespołu. Można odnieść wrażenie, że muzykę grupy tworzyły dwie osoby, a Richard Wright i Nick Mason byli tam tylko dla ozdoby. Wiesław Weiss skupia się na opiniach basisty i gitarzysty, opinie pianisty, zmarłego w 2008 roku, marginalizując, czasem wręcz szydząc z niego, jak w przypadku opisu płyty 'Ummagumma' i skomponowanego przez współtwórcę zespołu czteroczęściowego 'Sysyphus'. Jest to niesmaczne i raczej nie na miejscu.

To jest kolejny mankament tej monografii - wyraźnie uległ zmianie język pisarza - z wykwintnego i wyważonego, na momentami niemal knajacki.





Ponad to zmianie uległa perspektywa postrzegania pewnych spraw. W biografii Pink Floyd z 1995 roku, przy opisie powstawania suity 'Echoes', widnieje taka oto informacja -

"Pomysłodawcami wielu fragmentów, z których powstała kompozycja, byli Gilmour i Wright. Ale szkielet całości stworzyli Waters i Mason. Pierwszym dwóm utwór zawdzięcza bogactwo wątków melodycznych, harmonii i barw. Zasługą drugiej pary jest jego inteligentna, choć swobodna konstrukcja." (strona 76)

Natomiast w pracy opublikowanej w 2015 roku mamy już taki passus -

"(...)[David Gilmour] Bardziej muzykalny niż pozostali koledzy, ale do tej pory trochę przytłoczony, odegrał rolę podobną do tej, która rok wcześniej przypadła w udziale [Ronowi] Geesinowi. Chociaż to Waters przy pomocy [podkreślenie moje] Masona zaplanował formę kompozycji, właśnie Gilmour wspierany przez [podkreślenie moje] Wrighta wymyślił większość atrakcyjnych wątków melodycznych oraz zadbał o efektowną aranżację." (strona 186)

Pomijam kolejność wymieniania nazwisk, bo to kwestia umowna, ale nagle okazuje się, nie wiedzieć czemu, że gitarzysta był bardziej muzykalny od kolegów - w oparciu o jakie kryteria Wiesław Weiss stworzył taką ocenę? Tego nam już nie podaje. Może na podstawie płyt solowych? Jednak te nie świadczą o muzykalności gitarzysty ponieważ są najzwyczajniej w świecie nudne jak flaki z olejem, a muzycznie liche i błahe. W tej konfrontacji to właśnie pierwsza solowa płyta Richarda Wrighta 'Wet Dream' wypada znacznie ciekawiej, chociaż i temu dokonaniu można wiele zarzucić.

Natomiast co uderza najbardziej to to, że nagle Roger Waters i David Gilmour okazują się siłami sprawczymi utworu, a Nick Mason oraz Richard Wright są jakoby jedynie pomocnikami, rodzajem wsparcia, a więc z równorzędnych twórców 'Echoes' obydwaj panowie zostali zdegradowani do roli pomagierów. Skąd taka zmiana? Skąd wiedza, że to basista i gitarzysta byli głównymi kompozytorami utworu?
Zdaję sobie sprawę, że żyjący muzycy Pink Floyd starzeją się, pamięć ich zawodzi, starają się dodać sobie zasług dla twórczości grupy, ale czemu Wiesław Weiss nie stara się odsiać ziarna od plew? Inna sprawa, że Autorowi też przybywa lat i być może traci swą, podziwu godną, charakterystyczną niegdyś, świeżość spojrzenia.

Kolejna sprawa to wręcz obłędna i natrętna, powracająca jak w amoku, kwestia pierwszego gitarzysty zespołu, Syda Barretta. Rozumiem, że Roger Waters poprzez losy dawnego kolegi pragnie stworzyć pewien element emocjonalny, takie czynniki zawsze działają na wielbicieli artystów, ale czemu robi to Autor, który, niewiele brakuje, a utwór 'Atom Heart Mother' uznałby za poświęcony Sydowi Barrettowi? W każdym razie, na niemal co drugiej stronie pojawia się nazwisko byłego lidera zespołu i, jak dla mnie, jest tego trochę za dużo.

Podsumowując - książka ciekawa, jeśli ktoś nie zna historii kwartetu, ale na mój gust zbyt mało obiektywna, zwłaszcza w porównaniu do wspomnianego wydawnictwa z 1995 roku.

Pozostanę więc przy dawnej książce o Pink Floyd 'Szyderczy śmiech i krzyk rozpaczy'.

sobota, 26 lutego 2011

RICHARD MORTON JACK

GALACTIC RAMBLE

Głównym twórcą 'Galactic Ramble' jest Richard Morton Jack, właściciel wytwórni Sunbeam Records specjalizującej się w reedycjach rzadkich i zapomnianych płyt z kręgu szeroko pojętego starego rocka.

To jest literatura, która w Polsce nie ma właściwie racji bytu. Najpewniej niewiele osób byłoby takim wydawnictwem zainteresowanych, dlatego też nie ma co liczyć na tłumaczenia tego typu przewodników na nasz język, ani tym bardziej na krajowe wydawnictwa poświęcone klasycznej muzyce rockowej. Wyjątkiem 'Brytyjski Rock w latach 1961-1979 - przewodnik płytowy (A-F)' Jacka Leśniewskiego, który to przewodnik ukazał się prawie sześć lat temu i był dużym zaskoczeniem dla tych wszystkich, którzy niemal przestali wierzyć, że może się w tym temacie jeszcze coś sensownego wydarzyć.




Oczywiście ktoś może powiedzieć, że przecież pojawiają się ciekawe opracowania podejmujące temat rodzimej muzyki popularnej, więc chyba nie jest źle. Można nabyć w naszych księgarniach różnego rodzaju biografie lub monografie kilku popularnych zagranicznych wykonawców. Więc po co te moje lamentowanie?

Ano dlatego, że na naszym rynku wydawniczym wszystko kręci się wokół tematów od dawna już opisanych na milion sposobów, od dawna już wyczerpanych. Tymczasem 'Galactic Ramble' prezentuje na pięciuset pięćdziesięciu stronach recenzje TRZECH TYSIĘCY płyt nagranych w latach 1963-1975 w Wielkiej Brytanii, czyli kolebce muzyki popularnej i co bardzo istotne - większość z opisanych tutaj wykonawców to artyści od dawna już zapomniani, a których dorobek - bardzo często jedno płytowy - to dzisiaj absolutna klasyka muzyki rockowej.

Autorzy przewodnika obok własnych opisów poszczególnych płyt, zamieścili mnóstwo przedruków recenzji pochodzących z epoki, czyli z chwili kiedy dany album ukazał się na rynku. Całość ozdobiono genialnymi czarno-białymi wycinkami oryginalnych reklam płytowych pochodzącymi z ówczesnych pism muzycznych, co nadaje książce nadzwyczajnego klimatu.

Jaka szkoda, że u nas nie powstają takie wspaniałości.

Można oczywiście polemizować z niektórymi recenzjami napisanymi przez twórców tego opasłego tomu. Niektóre z tych opinii są mocno krzywdzące czy wręcz irytujące. Ale trzeba wziąć poprawkę na to, że książkę pisali tacy sami zapaleńcy, jak ci, do których w gruncie rzeczy encyklopedia była adresowana. Tak więc opinie są raczej subiektywne, co z jednej strony jest uczciwe, a z drugiej strony zdecydowanie nieprofesjonalne, ponieważ według mnie, tego typu wydawnictwa powinny być jak najbardziej obiektywne.
Pod tym względem muszę przyznać, że niedoścignionym wzorcem jest mocno już wypłowiała 'Rock Encyklopedia' Wiesława Weissa z 1991 roku, w której autor opisuje wszystko bezstronnie, nigdy nie poddając własnym odczuciom czy opiniom.

Tymczasem właśnie to stanowi o słabości 'Galactic Ramble' ponieważ wiele haseł czyta się z lekkim zażenowaniem. Biorąc pod uwagę, że przewodnik pisało kilku recenzentów, to jednak może razić prostota wypowiedzi i brak profesjonalizmu w sferze pisania na temat samej muzyki.
Wszystko to są zwroty i terminologie bardzo typowe dla opisywania rockowych dokonań. Momentami zalatuje koszmarnym banałem. Myślę też, że dlatego muzyki rockowej wciąż nie traktuje się całkiem poważnie, ponieważ nikt nie potrafi o niej całkiem poważnie i merytorycznie poprawnie pisać, racząc czytelników jedynie wyświechtanymi komunałami.

Ale nie zmienia to faktu, że dzięki książce Richarda Mortona Jacka można odkryć wiele wspaniałych zespołów z istnienia których wcześniej człowiek nawet nie zdawał sobie sprawy. To jest w tym wszystkim najważniejsze.