poniedziałek, 24 grudnia 2012

piątek, 21 grudnia 2012

C.A. QUINTET

TRIP THRU HELL 1969

Pochodzący z Minneapolis (Stany Zjednoczone) zespół C.A. Quintet nagrał ten jeden album, na który złożyło się siedem piosenek mocno osadzonych w stylistyce tamtejszej odmiany rocka psychodelicznego. Wydany przez mikroskopijną wytwórnię Candy Floss tytuł obecnie należy do czołówki najbardziej poszukiwanych nieznanych rockowych płyt, w stanie idealnym oryginalne egzemplarze osiągają cenę TRZECH TYSIĘCY PIĘCIUSET dolarów.
Chociaż osobną kwestię może stanowić, czy jest to dokonanie warte takich pieniędzy, to jednak nie można odmówić 'Trip Thru Hell' pewnego uroku. Natomiast za sprawą mocno nawiedzonego nastroju, muzyka, która wypełniła album może intrygować także dzisiaj, chociaż bez wątpienia wymaga kilku przesłuchań i pewnej dozy zainteresowania starym rockiem.

Głównym twórcą repertuaru składającego się na LP był Ken Erwin - wokalista i trębacz w jednej osobie, całość zaś opracowano z użyciem tradycyjnego wówczas instrumentarium.

Główny nacisk położono na partie organów Vox Continental, bez wątpienia wzorowane na dokonaniach grupy The Doors - charakterystyczny nieco falujący lub dla odmiany metaliczny, piskliwy dźwięk. Wyeksponowano także brzmienie gitary elektrycznej, przeważnie grającej delikatne melodie i wybijającej proste akordy, ale niekiedy prowokacyjnie wręcz jazgotliwej, najeżonej różnego rodzaju dysonansami, jak chociażby w długiej improwizacji w 'Underground Music' czy w jednym z motywów 'Trip Thru Hell (Part 1)' oraz w niesamowicie wręcz obłąkanym, pełnym niepokoju 'Cold Spider'.
Ważną funkcję pełniła wysunięta na pierwszy plan pierwszy gitara basowa, nie tyle będąca instrumentem rytmu, co raczej instrumentem odpowiedzialnym za prowadzenie melodii.





1. Trip Thru Hell (Part 1)
2. Colorado Mourning
3. Cold Spider
4. Underground Music
5. Sleepy Hollow Lane
6. Smooth As Silk
7. Trip Thru Hell (Part 2)


Aranżację wzbogacono poprzez wprowadzenie do niektórych utworów trąbki.
Aby powiązać piosenki w całość i nadać im bardziej przemyślany, spójny charakter, pomiędzy nagraniami umieszczono - nadającą całości aurę niesamowitości - krótką kobiecą wokalizę wziętą z głównego tematu kompozycji tytułowej, która to z kolei została podzielona na dwie części rozpoczynając i wieńcząc 'Trip Thru Hell'.

Wielowątkowy utwór tytułowy był dla grupy okazją do wykorzystania różnych środków wyrazu - quasi awangardowych, na przykład w przetworzonym solo perkusji w pierwszej części kompozycji. Z kolei finalna część 'Trip Thru Hell (Part 2)' posiadała cechy kontrolowanego chaosu - wrzaskom wokalisty towarzyszyła kakofonia dźwięków, chociażby uderzenia dzwonu wieńczące płytę.
Także w drugiej części przewijały się różne krótkie, kontrastowe tematy - marszowy rytm z fanfarowymi trąbkami przechodził w odrealniony temat wokalny, aby za moment powrócić do kobiecej wokalizy z pierwszej części nagrania.

Właściwie wszystkie utwory zasługują na wyróżnienie.
Przed wszystkim, rozpoczynający się od krótkiego dźwięku gongu, 'Smooth As Silk'. Piosenka przykuwała uwagę niemal mistyczną aurą, nawiązującą do muzyki orientalnej partią organów i chwytliwym, narastającym refrenem, a także zdecydowanie rockową dynamiką wykonania. Piosenkę ozdobiono - dodającą latynoskiego kolorytu - partią trąbki.

Równie znakomity był posępny 'Colorado Mourning' - oparty na rytmicznie wybijanych akordach gitary elektrycznej i zagrany w szybkim tempie, czarował tajemniczą, senną atmosferą i wprost wzorcowym psychodelicznym brzmieniem z rozpływającymi się dźwiękami organów oraz niepokojącymi zagrywkami trąbki. Trudno to opisać, mimo że to prosta muzyka.

We wspomnianym 'Cold Spider' wyprany z emocji głos wokalisty bardziej przypominał monolog niż śpiew, w dodatku każdą zwrotkę wieńczył konwulsyjny krzyk. Cała środkowa, instrumentalna część należała zaś do gitarzysty, który, na tle jednostajnego podkładu, wydobywał ze swojego instrumentu przeróżne ostro przesterowane, zgrzytliwe dźwięki.

Przy pierwszym przesłuchaniu można odnieść wrażenie wielkiego bezładu zawartego tutaj repertuaru, ale zapewne taki był też zamysł twórców, aby ukazać wszelkie ludzkie lęki i fobie, żeby za pomocą muzyki zilustrować piekło, które jest w nas samych. W jakimś stopniu zapewne się powiodło, chociaż trudno też uznać, by efekt końcowy był wybitnie oryginalny i w pełni satysfakcjonujący.
Mimo to, dla mnie jest to kawałek znakomitej, dawno zapomnianej muzyki z amerykańskiego muzycznego undergroundu. 'Trip Thru Hell' w gruncie rzeczy jest urzeczywistnieniem tego, w jaki sposób zawsze wyobrażałem sobie muzykę psychodeliczną. Wydana w 1969 roku płyta zawiera bowiem wszystko to, za co tak bardzo kocham tę odmianę rocka.

Do kompaktowej edycji firmy Sundazed Music dołączono aż dwanaście nagrań dodatkowych, z których kilka było do tej pory niepublikowanych i spokojnie mogłyby stanowić materiał na kolejny LP. Jak chociażby świetny 'Fortune Teller's Lie' w stylu ówczesnych poczynań The Who, czy 'Sadie Lavone', ale też zagrany z akompaniamentem gitary akustycznej i bongosów 'Bury Me In A Marijuana Field'. Jaka szkoda, że nie wydano tego jako osobnego materiału.

MURPHY BLEND

FIRST LOSS 1970

poniedziałek, 17 grudnia 2012

KONIEC ROKU

Hollenderska wytwórnia Pseudonym wydała niedawno zestaw klasycznych rockowych płyt grup z Niderlandów. Wspaniały pomysł. Tak więc ukazały się -  dla przykładu - dwie płyty Q65. Jedyne dokonanie Cargo. Ostatni album zespołu After Tea 'Joint House Blues'. Debiut Outsiders oraz kilka innych tytułów należących do kanonu muzyki rockowej.
Niestety, takie jest przynajmniej moje zdanie, większość z tych wydawnictw jest mocno przedobrzona.

Pierwszy z brzegu przykład. Cargo. Album wydano jako podwójny CD z całą masą nagrań dodatkowych - przy czym na początku umieszczono wczesne nagrania demo jeszcze pod szyldem September, natomiast na sam koniec cztery długie kompozycje z katalogowej płyty. Cóż, nie od dzisiaj wiadomo, że jestem wrogiem tego typu pomysłów. Wytwórnie chcą uszczęśliwiać fanów na siłę i w rezultacie podstawowy album zostaje zepchnięty na margines, to co w tym zestawie powinno być najbardziej istotne, zostaje sprowadzone do roli podrzędnej. Przypomina to kompilację, mimo, że przecież okładka zgadza się z tą znaną z płyty długogrającej.

W podobny sposób potraktowano album grupy Cosmic Dealer oraz kilka innych tytułów.

Jak dla mnie to ogromna wada. Wolałbym - chociaż może jestem w tych pragnieniach odosobniony - aby Pseudonym wydał wszystkie te wspaniałe i jakże ważne płyty w takiej formie, w jakiej ukazały się pierwotnie, ewentualnie z trzema lub czterema nagraniami dodatkowymi. Nie cierpię tego upychania muzyki po same brzegi, po to tylko, aby pomieścić jak najwięcej na jednym wydawnictwie. Jeśli aż tak bardzo zależy wytwórni na zaprezentowaniu tych interesujących rarytasów, być może powinni opublikować te utwory jako osobne wydawnictwo. Niezbyt to dogodne pod względem ekonomicznym i finansowym, ale na pewno bardziej przemyślane, estetyczne. Mam na tym punkcie lekką szajbę.
Dziwi mnie to podejście, bo przecież w tych wytwórniach pracują ludzie, którzy chyba oddychają starym rockiem, więc powinni mieć wyrobiony pogląd jaką formę posiada dawny album, w czym tkwi magia klasycznych analogowych płyt.
To nie masówka.

Ktoś powie, że biadolę. Być może, ale - dla przykładu - niemiecka wytwórnia Repertoire Records kilka lat temu wydała obie płyty grupy Cressida na pojedynczych kompaktach bez bonusów, a nie tak dawno brytyjskie wydawnictwo Esoteric Recordings opublikowało na osobnym CD pod tytułem 'Trapped In Time - The Lost Tapes' wersje demo kompozycji znanych z płyt studyjnych tego zapomnianego kwintetu. Czyli jednak można. Według mnie jest to świetne uzupełnienie dla podstawowej dyskografii. Dlatego pozostaje mi liczyć na to, że może i wspomniane powyżej formacje doczekają się należytych edycji swoich dokonań.

Żeby jednak wyłącznie nie narzekać, muszę dodać, że w temacie starego rocka ciągle dzieje się wiele interesujących rzeczy.
Na pojedynczych kompaktach ukazały się dwie płyty Gnidrolog oraz oba albumy Ache. Skromne to dyskografie, ale sam fakt, że niestrudzony Esoteric Recordings wznawia te tytuły, cieszy niezmiernie. Ta sama firma uraczyła nas także długo niewznawianym, piątym albumem Chicken Shack 'Imagination Lady'.

Ponad to z całkiem już świeżych wydawnictw należy wymienić sensacyjny wręcz album z niepublikowanym materiałem grupy T2 z lat 1971-1972. Taka niespodzianka na koniec roku. Czego chcieć więcej?

Natomiast właściciel Sunbeam Records - Richard Morton Jack w tym roku rozpoczął publikowanie nowego pisma FLASHBACK, rzecz jasna dotyczącego tylko klasycznego i w znacznej mierze zapomnianego rocka. Również świetnie radzi sobie rodzimy magazyn Lizard. Tak więc nic, tylko przyklasnąć.

środa, 12 grudnia 2012

FREEDOM

NERO SU BIANCO (BLACK ON WHITE) 1969