środa, 28 października 2009

STEAMHAMMER

REFLECTION 1969

Zacznę od ciekawostki, która przez długi czas nie dawała mi spokoju.
Otóż zachodziłem w głowę cóż oznacza napis REFLECTION na okładce płyty Steamhammer. Z pomocą przyszedł mi David Lewis, dawniej muzyk Andwella's Dream. Dlaczego akurat ten muzyk i dlaczego ten zespół? Ponieważ także na płycie Andwella's Dream 'Love And Poetry' można dostrzec ów napis REFLECTION. W dodatku napisany tą samą czcionką, co automatycznie wyklucza, że jest to tytuł pierwszego dokonania Steamhammer.

Z wywiadu zamieszczonego na nadzwyczajnej stronie Marmalade Skies można się dowiedzieć, że REFLECTION to po prostu nazwa wydawnictwa płytowego - Reflection Records.

W przypadku niemieckiej edycji płyty grupy Steamhammer tamtejsza wytwórnia płytowa chyba najzwyczajniej w świecie nie zdawała sobie sprawy z tego drobnego faktu i niepozorny napis REFLECTION uznała za tytuł, przez co album do dzisiaj funkcjonuje na rynku jako 'Reflection'.





1. Water (Part One)
2. Junior's Wailing
3. Lost You Too
4. She Is The Fire
5. You'll Never Know
6. Even The Clock
7. Down The Highway
8. On Your Road
9. Twenty-Four Hours
10. When All Your Friends Are Gone
11. Water (Part Two)


Skład


Kieran White - Vocals, Harmonica
Martin Pugh - Lead Guitar
Martin Quittenton - Guitar
Steve Davy - Bass Guitar
Michael Rushton - Drums


Co do samej płyty, to zawiera ona dawkę znakomitej muzyki.
Debiutancki album Steamhammer zachwyca bogactwem kolorystycznym rzadko spotykanym wówczas w muzyce bluesowej. Według mnie ta płyta dorównuje, a może nawet przewyższa wydany w tym samym czasie pierwszy LP Led Zeppelin.

Trzeba pamiętać, że Led Zeppelin w połowie był współtworzony przez dwóch dobrze już doświadczonych muzyków, podczas gdy Steamhammer tworzyli nowicjusze. Tak więc biorąc to pod uwagę, jestem zdania że ich płyta dojrzałością przewyższa nieco jednowymiarowy debiut Led Zeppelin.
Przestrzenna, potężna produkcja sprawia, że muzyka brzmi bardzo żywo i naturalnie. Niemal jakby całość została zarejestrowana podczas koncertu. Czasem odnoszę wrażenie jakbym tam wtedy był i słyszał wszystkie szumy głośników, pulsowanie wzmacniaczy reagujących na zbyt głośne dźwięki.

Punktem wyjścia jest zawsze blues w jego najrozmaitszych odsłonach.
Są tu nagrania tak zróżnicowane jak przebojowy, ciężki 'Junior's Wailing'. Atmosferyczny 'Lost You Too'. Prosty, akustyczny 'On Your Road', zawierający w środkowej części zupełnie kontrastową, krótką partię przesterowanej gitary elektrycznej. Tradycyjny, ozdobiony partią harmonijki ustnej i najbardziej na płycie rozbudowany powolny blues 'Twenty-Four Hours' autorstwa Eddie Boyda.
We wstępie kompozycji 'She Is The Fire' jako rodzaj ornamentu wprowadzono dynamiczną zagrywkę trąbki. Dalej zaś gitarzysta Martin Pugh czaruje słuchaczy partiami gitary przetworzonej przy pomocy efektu wah-wah.

Chociaż błyszczy cały zespół, to jednak gitarowe popisy Martina Pugha bezwzględnie wybijają się tutaj na plan pierwszy i robią duże wrażenie. Gitarzysta gra z typową dla bluesa swobodną i pasją, nasyconą jednak wyrazistym rockowym pierwiastkiem. Dzięki jego finezyjnej grze atmosfera nagrań zmienia się jak w kalejdoskopie. Wielkie wrażenie robi też mocna gra perkusisty Michaela Rushtona oraz oryginalna, ekspresyjna barwa głosu Kierana White'a, momentami przywodząca na myśl śpiew Iana Andersona.

Koniec dygresji.
Skomponowany przez B.B. Kinga 'You'll Never Know' zagrany został z udziałem pianina oraz zwracał uwagę ostrym brzmieniem gitary elektrycznej. Dwa nagrania - 'Down The Highway' oraz 'Even The Clock' wzbogacono partią fletu poprzecznego. Druga z tych kompozycji zdradzała ambicje wyjścia poza estetykę bluesa na bardziej wyrafinowane rejony, co formacja wyraziście rozwinie na dwóch kolejnych płytach.

Album zaś rozpoczynała i kończyła przepiękna, krótka impresja zagrana na dwie przenikające się gitary elektryczne, wzbogacona odgłosami szumu fal morskich.





Wiem, ten opis jest wybitnie nieporadny i zapewne nieraz w przypływie natchnienia będzie ulegał modyfikacji. Tak ciężko coś sensownego napisać na temat takiej muzyki, a jestem zdania, że jest to muzyka wielopoziomowa, wymagająca od słuchacza odrobiny skupienia i uwagi, pomimo że na początku może sprawiać wrażenie stosunkowo prostej, w tym jednak tkwi tajemnica tej płyty, nic nie jest tak oczywiste jakby się mogło wydawać.

Jeszcze na sam koniec muszę nadmienić, że po odejściu z kwintetu, drugi gitarzysta i obok Kierana White'a główny twórca repertuaru, Martin Quittenton wspomagał twórczo Roda Stewarta na najwcześniejszych solowych płytach wokalisty i był współtwórcą chyba największego przeboju artysty 'Maggie May'.

czwartek, 22 października 2009

ROOM

PRE-FLIGHT 1970




1. Preflight
2. Where Did I Go Wrong
3. No Warmth In My Life
4. Big John Blues
5. Andromeda
6. War
7. Cemetery Junction

Steve Edge - Lead And Rhythm Guitar
Chris Williams - Lead Guitars
Bob Jenkins - Drums, Congas And Percussion
Jane Kevern - Vocals And Tambourine
Roy Putt - Bass And Artistic Design


Kolejna bardzo dobra pozycja, która dotarła do mojej świadomości ze sporym opóźnieniem.
Nie będę pisał na temat grupy, bo w internecie jest świetny blog poświęcony zespołowi, prowadzony przez samego Steve Edge'a - gitarzystę zespołu. Tak więc skupię się raczej na moich odczuciach w stosunku do samej płyty i muzyce na niej zawartej. Po za tym mój zasób wiedzy na tematy historii opisywanych wykonawców jest raczej niewielki i nie ma się czym chwalić. W tym przypadku wolę chyba czyste rozważania na tematy muzyczne. Oczywiście i tutaj poruszam się po omacku i polegam na własnych gustach.
Dowcip polega na tym, aby uporządkować sobie pewne sprawy związane ze zbieraniem płyt.

Co do Room. Jedyna płyta kwintetu łączy ciężkiego rocka, jazz oraz blues, wzbogacone niekiedy instrumentami dętymi i smyczkowymi.

Zabrakło wprawdzie organów Hammonda, jednak w tym przypadku wcale to nie przeszkadza, muszę przyznać, że jest to jeden z nielicznych przypadków, gdy takie rozwiązanie aranżacyjne, które zaproponował Room, odpowiada mi. Zarówno sam zespół jak i towarzyszące im trąbki i smyczki doskonale ze sobą współgrają. Co istotne - aranżacje wcale nie sprawiają wrażenia przeładowanych. W moim odczuciu są bardzo oszczędne, subtelne.

Mocna, ostra gitara czasem przywodzi na myśl brzmienie zbliżone do debiutanckiej płyty Black Sabbath. Wystarczy posłuchać 'War'. Sekcja rytmiczna, dość typowa dla tamtego okresu, ma jazzowe inklinacje, chociaż momentami jest stosunkowo ciężka.
Najbardziej jazzowe wpływy słychać w 'No Warmth In My Life'. Natomiast w 'Where Did I Go Wrong' słychać bluesa. Z kolei 'Big John Blues' to, jak sugeruje tytuł, także blues, zagrany jednak ze swingiem i ozdobiony pełną żaru wokalizą Jane Kevern.
Ale nawet w takich kompozycjach zespół potrafił stworzyć odpowiedni nastrój, czarować pełną wewnętrznego niepokoju atmosferą, zwłaszcza za sprawą sugestywnego, głębokiego żeńskiego wokalu.

Wszystkie te cechy skupiał w sobie wielowątkowy utwór tytułowy. Poczynając od jazzowych improwizacji, poprzez zinstrumentowane z eterycznym orkiestrowym tłem impresje, a na klasycznym rockowym graniu skończywszy.

Podsumowaniem płyty jest utwór instrumentalny 'Cemetery Junction' - obok 'Preflight' najbardziej rozbudowana kompozycja na płycie - najpierw spokojny, z delikatną gitarą na pierwszym planie. Wreszcie dołączają instrumenty dęte, po czym następuje krótki dialog gitary i trąbki. Następnie muzyka przyśpiesza, wówczas otrzymujemy grające razem trzy frakcje - zespół, instrumenty dęte oraz smyczkowe. Nagle wszyscy się zatrzymują i słychać dobiegające z oddali uderzenia w dzwon. Wyłaniająca się podniosła, nostalgiczna partia trąbki, to chyba najbardziej przejmujący i poruszający moment 'Pre-Flight' - nasuwają się skojarzenia z filmowymi kompozycjami Ennio Morricone.
Za chwilę znowu następuje przyśpieszenie, następnie krótki muzyczny zgiełk i ponownie pojawiają się ponure dźwięki dzwonu.
Jako kodę grupa wprowadza riff niemal nawiązujący do tego z poprzedniej kompozycji 'War'.

Jak wspaniale, że wytwórnia Esoteric (Eclectic) wydaje te wszystkie stare tytuły. Niemal każdy wznowiony przez nich album to wydarzenie.

piątek, 16 października 2009

czwartek, 15 października 2009

SWEET SLAG

TRACKING WITH CLOSE-UPS (1971)

Jedna z najbardziej intrygujących i specyficznych, i jednocześnie niemal całkowicie zapomnianych, płyt lat siedemdziesiątych.
Jeśli ktoś szuka mocno kombinowanych instrumentalnych i bardzo mrocznych partii, to 'Tracking With Close-Ups' jest płytą marzeniem. Tutaj znajduje się to wszystko za co lubię starą nieszablonową
muzykę.





1. Specific
2. Milk Train
3. Rain Again
4. Patience
5. Twisted Trip Woman
6. World Of Ice
7. Babyi Ar


Muzyka jest posępna, mroczna.
Na początku specyficzne brzmienie może sprawiać wrażenie przybrudzonego, odstręczającego, czy wręcz prymitywnego, tak jakby całość nagrano za jednym podejściem, w obskurnych warunkach. Nic bardziej mylnego. Z każdym kolejnym przesłuchaniem mam wrażenie, że kompozycje i ich struktura są przemyślane, ale nie pozbawione elementu szaleństwa i twórczej swobody.
Żywe brzmienie, to tylko wielka zaleta płyty.

Zawartość to przede wszystkim dość ciężkie jazz-rockowe improwizacje podane w prowokacyjnie zbrutalizowanej otoczce. Słowem - wczesny progresywny rock, tyle że nagrany dość późno, bo w 1971 roku, szalenie nastrojowy, klimatyczny.
Jedyne do czego mogę się przyczepić, to głos wokalisty. Trochę zbyt warczący, nachalny. Chociaż w 'Rain Again' śpiewa dla odmiany naprawdę delikatnie i nastrojowo.
Gdy zespół chce gra z ogromną desperacją i wściekłością, wręcz heavy-rockowo jak w 'Babyi Ar'. Innym razem bez problemu potrafi uwieść nastrojowymi, spokojniejszymi dźwiękami jak w 'World Of Ice', w którym odpowiednią atmosferę pomagają budować kotły perkusji oraz pojawiająca się w środkowej części partia trąbki.

Dodam jeszcze, że okładka, jaką posiada 'Tracking With Close-Ups' jest jedną z najpiękniejszych, jakie widziałem. Cóż za urzekający układ śmieci rozrzuconych pod ścianą jakiegoś zaułka. Jak te wszystkie odpadki wspaniale się komponują. Cudowne wysypisko. Nigdy nie mogę się napatrzeć na to dzieło.


niedziela, 27 września 2009

GANDALF 1969 (1967)




1. Golden Earrings
2. Hang On To A Dream
3. Never Too Far
4. Scarlet Ribbons
5. You Upset The Grace Of Living
6. Can You Travel In The Dark Alone
7. Nature Boy
8. Tiffany Rings
9. Me About You
10. I Watch The Moon


Skład

Peter Sando - Guitar
Bob Muller - Bass
Frank Hubach - Keyboards
Dave Bauer - Drums


Jedyne dokonanie amerykańskiej grupy Gandalf posiada jeden z najpiękniejszych finałów w historii fonografii. Mam na myśli 'I Watch The Moon'. Zarówna podstawowa część utworu z cudowną melodią, jak i instrumentalna kulminacja z hałaśliwą partią organów to prawdziwy majstersztyk.

Piosenki, które znalazły się na płycie są krótkie i raczej nieskomplikowane. Nie jest to zarzut, wszak urok tego albumu opiera się na ich wykonaniu. Grupa w obrębie tych wszystkich krótkich form tworzy autentycznie oniryczny nastrój, którym osnute są wszystkie zamieszczone tu piosenki.
Wystarczy posłuchać dwóch pierwszych piosenek 'Golden Earrings' oraz 'Hang On To A Dream'. Tajemnicza aura, delikatne wykonanie, odrobina pogłosu, całość jak ze snu. To daje naprawdę świetne efekty. Po za tym nawet w dynamicznych fragmentach piosenki 'Hang On To A Dream' czy w wyjątkowo energetycznym 'Never Too Far' muzyka nawet na moment nie traci nic z nastroju całości.

Zachwyca wyczucie aranżacyjne kwartetu, czarujące pastelowym kolorytem. Na przykład w 'Scarlet Ribbons' pojawia się klawesyn, w 'Golden Earrings' smyczki. Natomiast w klaustrofobicznym i pobrzmiewającym orientalną nutą 'Can You Travel In The Dark Alone' - chyba najlepsza obok 'I Watch The Moon' kompozycja na płycie - wibrafon. Bez wątpienia pomogło to wzbogacić piosenki.
Całość zaś została zaśpiewana, bez zbędnej brawury, eterycznym, przejmującym głosem. Ponadto w każdym nagraniu zwracają uwagę świetne partie organów Hammonda. We wspomnianym już 'I Watch The Moon' przesterowane dźwięki tego instrumentu to klasa sama w sobie.

Na albumie dominują przeróbki, często bardzo zaskakujące są źródła, z których zespół czerpał. Dla przykładu pierwotna wersja 'Golden Earrings' pochodzi z filmu z 1947 roku. Aż trzy nagrania - 'Hang On To A Dream', 'Never Too Far' i 'You Upset The Grace Of Living' - to kompozycje Tima Hardina. Inny przykład to 'Nature Boy', piosenka wykonywana chyba przez wszystkich - by wymienić Nat King Cola, Franka Sinatre, Bobby Darina, Johna Coltrane'a, Davida Bowie oraz Celine Dion - niezła zbieranina. Nie będzie chyba jednak zbyt dużym zaskoczeniem, jeśli stwierdzę, że preferuję wersję Gandalf. W dodatku tutaj pojawia się, chyba jedyne na płycie, solo gitary.

Podsumowując - ta płyta to arcydzieło. Perła w koronie muzyki rockowej. Niby zahaczająca o pop, ale jest to pop w najlepszym wydaniu. Przez wielbicieli tytuł ten zaliczany jest do nurty rocka psychodelicznego. Nawet jeśli tak jest, jest to psychodeliczny rock noszący nieco inny charakter.
Psychodeliczna muzyka czy nie, ja album grupy Gandalf bardzo lubię.

czwartek, 10 września 2009

FAIRPORT CONVENTION

WHAT WE DID ON OUR HOLIDAYS 1969

Gdyby ktoś mnie spytał o jedną z ulubionych płyt 1969 roku, wskazałbym 'What We Did On Our Holidays'.
Począwszy od pierwszych dźwięków gitary akustycznej w 'Fotheringay', a na ostatnich sekundach 'End Of A Holiday' skończywszy, ten album czaruje i elektryzuje ulotnym wdziękiem, nie popadając w banał. Przy tak delikatnej muzyce bardzo łatwo przekroczyć pewną niemal niedostrzegalną granicę między ambitnym zamysłem a trywialnością, jednak grupie Fairport Convention udawało się tego unikać.

Był to pierwszy album nagrany z Sandy Denny. Była to jednocześnie pierwsza próba odejścia od amerykańskich wpływów obecnych na debiucie. Grupa zaczęła tworzyć swój własny styl opierający się na łączeniu rocka z folklorem Wysp Brytyjskich i w mniejszym stopniu z bluesem. Na 'What We Did On Our Holidays' te próby nie są jeszcze tak wyraźne jak na kolejnej płycie, a swój ostateczny, zamknięty kształt osiągną na 'Liege And Lief'.





1. Fotheringay
2. Mr Lacey
3. Book Song
4. The Lord Is In This Place...How Dreadful Is This Place
5. No Man's Land
6. I'll Keep It With Mine
7. Eastern Rain
8. Nottamun Town
9. Tale In Hard Time
10. She Moves Through The Fair
11. Meet On The Ledge
12. End Of A Holiday


Skład

Sandy Denny - Vocals, Acoustic And 12-String Acoustic Guitars, Organ, Piano, Harpsichord
Ian Matthews - Vocals, Congas
Richard Thompson - Electric, Acoustic And 12-String Acoustic Guitars, Piano Accordion, Vocals
Ashley Hutchings - Bass, Backing Vocals
Simon Nicol - Electric And Acoustic Guitars, Electric Autoharp, Electric Dulcimer, Backing Vocals
Martin Lamble - Drums, Percussion, Violin, Tabla And Footsteps

with

Bruce Lacey And His Robots On "Mr Lacey"
Claire Lowther - Cello On "Book Song"
Kingsley Abbott - Coins On "The Lord Is In This Place...How Dreadful Is This Place" Backing Vocals On "Meet On The Ledge"
Paul Ghosh, Andrew Horvitch And Marc Ellington - Backing Vocals On "Meet On The Ledge"


Zwiastunem nowego podejścia do muzyki był 'Fotheringay', słychać tu wpływ muzyki średniowiecznej - zarówno w warstwie opracowania partii gitar akustycznych, jak i pojawiającego się chóru, być może inspirowanego chorałami gregoriańskimi. Dostrzec można również elementy muzyki celtyckiej.
Dla odmiany 'Mr Lacey' to standardowy blues, w środkowej części wzbogacony efektami dźwiękowymi.
Kolejne nagranie to melancholijny 'Book Song', który dzięki skrzypcom ma w sobie coś z muzyki country, jednak za sprawą zharmonizowanych głosów Sandy Denny i Iana Matthewsa, oraz wprowadzeniu w formie ornamentu sitaru, całość nabiera mistycznego charakteru.
Oszczędny, ponownie wywodzący się z bluesa 'The Lord Is In This Place...How Dreadful Is This Place?' to tylko przygrywająca gitara akustyczna i pomrukująca wokalistka. Pogodny, biesiadny 'No Man's Land' ozdobiony został porywającą partią akordeonu oraz rytmicznym klaskaniem. Jest to wyborny przykład, jak przy pomocy subtelnej i prostej aranżacji osiągnąć niebanalny efekt.

Nad wyraz udana okazała się dramatyczna interpretacja piosenki Boba Dylana 'I'll Keep It With Mine' zaśpiewana mocnym, pełnym zadumy głosem przez Sandy Denny, w refrenie wspomagana przez Iana Matthewsa. Zachwyca subtelny wstęp zagrany na gitarach przez Richarda Thompsona i Simona Nicola.

Na drugiej stronie LP grupa zaproponowała senny folkowy 'Eastern Rain' ponownie urzekający głosami obydwojga wokalistów.
'Nottamun Town' to kolejny dowód nowych fascynacji. Akustyczny, przesiąknięty pierwotną naturą utwór nosił cechy obrzędu, w środkowej części pojawił się zaś dialog transowej akustycznej gitary oraz skrzypiec w stylu orientalnym.
Prosty, przebojowy 'Tale In Hard Time' to przede wszystkim głęboki głos Iana Matthewsa. 'She Moves Through The Fair' to kolejna tradycyjna pieśń, tym razem z Sandy Danny w roli głównej. Potem następowała chyba najważniejsza piosenka w dorobku zespołu, czyli 'Meet On The Ledge'. Na przemian zaśpiewana przez Iana Matthewsa i Sandy Denny. Chóralny refren został odśpiewany przez cały zespół.
Jako finał otrzymujemy przepełniony smutkiem 'End Of A Holiday', zagrana na gitarze akustycznej przez Simona Nicola instrumentalna miniatura. Muszę dodać, że jej główny temat autor zaczerpnął prawdopodobnie z piosenki Jefferson Airplane 'Comin' Back To Me'.

Nieważne.
Ten znaczący album wywarł duży wpływ na innych wykonawców. 'What We Did On Our Holidays' został nagrany przez najciekawszy skład, jaki ukonstytuował się w długiej historii zespołu. Szkoda, że tak krótko Fairport Convention wytrwali w tej konfiguracji, gdyż zaraz po nagraniu płyty grupę opuścił Ian Matthews. Pozostaje zatem cieszyć się tym, co po sobie pozostawili.

Płyta miała ogromny wpływ na rozwój rocka w Wielkiej Brytanii. Podejrzewam, że gdyby nie Fairport Convention, muzyka King Crimson na ich debiutanckim LP 'In The Court Of The Crimson King' nie przyjęłaby tego samego kształtu, który wszyscy znamy. Bez Fairport Convention grupa Jethro Tull zapewne nie poszłaby w rejony ukazane na 'Aqualung'.
Przykłady można by mnożyć.
1969 roku bez dwóch zdań należał do Fairport Convention.

wtorek, 8 września 2009

FAIRPORT CONVENTION

UNHALFBRICKING 1969

Jedna z najlepszych płyt 1969 roku. Trzeba tutaj nadmienić, że 1969 to był rok płyt wybitnych i wyjątkowych, prawdopodobnie najbardziej twórczy i najwspanialszy rocznik w historii całej muzyki popularnej, tak więc konkurencja była ogromna.

'Unhalfbricking' był trzecią płytą w dorobku Fairport Convention i stanowi syntezę wszystkiego, co w muzyce rockowej - nie tylko folkowej - najlepsze. Inteligentne kompozycje, przejmujące melodie, doskonałe partie gitar, melancholijny klimat, przepiękny głos wokalistki oraz doskonała produkcja całości.
Biorąc pod uwagę tempo, w jakim zespół pracował, budzi niekłamany podziw, że udało grupie się stworzyć dzieło wybitne.





1. Genesis Hall (Richard Thompson)
2. Si Tu Dois Partir (Bob Dylan)
3. Autopsy (Sandy Denny)
4. A Sailor's Life (Traditional - Arranged By Sandy Denny, Richard Thompson, Simon Nicol, Ashley Hutchings, Martin Lamble)

1. Cajun Woman (Richard Thompson)
2. Who Knows Where the Time Goes? (Sandy Denny)
3. Percy's Song (Bob Dylan)
4. Million Dollar Bash (Bob Dylan)


Skład

Sandy Denny - Vocals, Harpsichord
Richard Thompson - Electric & Acoustic Guitars, Electric Dulcimer, Piano Accordion, Organ, Backing Vocals
Ashley Hutchings - Bass, Backing Vocals
Simon Nicol - Electric & Acoustic Guitars, Electric Dulcimer, Backing Vocals
Martin Lamble - Drums

with

Ian Matthews - Backing Vocals On "Percy's Song"
Dave Swarbrick - Fiddle On "Si Tu Dois Partir", "A Sailor’s Life" And "Cajun Woman" And Mandolin On "Million Dollar Bash"
Trevor Lucas - Triangle On "Si Tu Dois Partir"
Marc Ellington - Vocals On "Million Dollar Bash"


Na płycie znajduje się osiem nagrań. Pięć utworów koncypowanych jest całkiem poważnie, trzy pozostałe stanowią pogodny kontrapunkt dla piosenek takich jak 'Genesis Hall', 'Autopsy', 'Who Knows Where The Time Goes' czy rozbudowany 'Percy's Song'.
Osobny temat stanowi kompozycja 'A Sailor's Life'. Na początku jest to spowity tajemniczą aurą szant. W drugiej połowie nagranie przeistacza się w niemal transowe granie na dwie gitary i skrzypce plus grającą dynamicznie sekcję rytmiczną.

To samo tyczy się wspomnianego 'Percy's Song'. Ten skomponowany przez Boba Dylana utwór wprost zachwyca swoistym liryzmem. Powoli narastająca melodia, dochodzące kolejno instrumenty, śpiewany chóralnie refren, oszczędne wykonanie i przejmujący finał z jakby oddalającą się partią cymbałów (dulcimer).

Płyta ukazała się w momencie dla grupy dramatycznym. Zanim LP pojawił się na rynku, zespół spotkała tragedia. W drodze z koncertu samochód, którym podróżowali muzycy, uległ wypadkowi, w wyniku którego życie stracił perkusista Martin Lamble oraz przyjaciółka Richarda Thompsona - Jeannie Franklyn (Jack Bruce zadedykował jej swoją pierwszą solową płytę 'Song For A Tailor').